„Gratuluję kreatywności! Świetna robota! Cieszę się, że „Niebiesko-Zielone” otwiera Wam wyobraźnię! Uwielbiam takie niespodzianki od fanów i... Czekam na więcej" – tak Beata Kozidrak kilka tygodni temu zareagowała na Facebooku na fanowski teledysk, nakręcony do utworu z jej najnowszej płyty. Na klipie Kuba i Dawid fotografują się w objęciach na plaży, w górach, w lesie.

W ciągu następnych dni na wokalistę w internecie rozpoczęła się nagonka. Zarzucano gwieździe „pseudotolerancję oraz ślepe naśladowanie liberalnych trendów z zagranicy, sprzecznych z tradycyjnymi wartościami i religią katolicką”. Pojawił się apel o „bojkot koncertów, płyt i bojkot wokalistki w stacjach radiowych”. Aby uniemożliwić jej szerzenie dalszej „homo-propagandy”, nawoływano także do rozesłania informacji do „zaprzyjaźnionych instytucji publicznych”, aby nie zapraszały gwiazdy na swoje imprezy.

 

– Została zaatakowana tylko dlatego, że udostępniła na swoim profilu teledysk zrobiony przez dwóch gejów. Nie mogliśmy jej zostawić z tym samej – mówi Jakub Kwieciński. Rozpoczął akcję poparcia dla wokalistki. 1500 osób sfotografowało się z wypisanym hasłem „Dziękuję Beacie”.

– Środowisko gejów i lesbijek kocha Beatę od lat 80., chociaż ona właściwie nigdy nie wykonała w naszą stronę żadnego gestu. Nasza miłość do Beaty była jednostronna. Aż do teraz – mówi Mariusz Kurc, naczelny magazynu Replika.

Ikona, diva, bogini – to najczęściej powtarzane opinie o Beacie Kozidrak w środowisku LGBT. Nie ma imprezy, parady, marszu równości, na której nie leciałby „Józek nie daruję ci tej nocy”, „Dwa serca” czy „Za Za Za”.

– Kręci nas jej wizerunek: kobieta drapieżna, otwarta, odważna, otwarcie pokazuje swą seksualność. W jej piosenkach kobieta nie przymila się do facetów, ale ich zdobywa. Nie oddaje się mężczyźnie, ale go bierze – mówi Mariusz Kurc.

Kim Lee to najsłynniejsza polska drag queen, wielokrotnie na scenie odgrywała Beatę Kozidrak.
– Za co ją kochamy? Jest niejednoznaczna. Kiedy dobrze ją ubrać jest kobietą apetyczną, seksowną, glamour. Ale wystarczy trochę przegiąć i staje się dziewczyną z klub go-go, taką zdzirą. I to nas kręci. Bo każdy z nas chce być też trochę damą, a trochą taką sceniczną suką – śmieje się Kim Lee. – My szukamy odmieńców, takich kolorowych ptaków, bo sami jesteśmy inni. I Kozidrak jest kimś takim.

Kim Lee zna na pamięć tytuły piosenek, cytuje całymi zwrotkami teksty. – Beata pisze sama słowa i często są to opowieści o miłości, rozterkach, cenie za uczucie. My kochamy takie historie – śmieje się i przytacza utwór „Lola lola” o kobiecie, która zabiła alfonsa z miłości do innego mężczyzny. „To dla niego chciałam żyć / Wszystkie grzechy z siebie zmyć”. – Mogę słuchać tego bez końca. To trafia w nasze rozterki, cierpienia – mówi. – My geje, kochamy divy: Cher, Madonnę, Shirley Bassey. To, jak dramatycznie przeżywają swoje emocje. I Beta jest jedną z takich div.

Nieoficjalny hymn środowisk LGBT

 
 

Mariusz Kurc opowiada, że w latach 90. zapisywał się do fan klubu Kory i na 20 mężczyzn było tam 20 gejów. – Opowiadali mi, że tak samo proporcje wyglądają w przypadku Kozidrak.

Aleksandra Muzińska, ze Stowarzyszenia Miłość nie wyklucza, też z pamięci recytuje piosenkę „Biała flaga”: „To Twoja flaga, nasz młody przyjacielu/ Nigdy nie będziesz już sam/ Możesz wreszcie zachłysnąć się powietrzem/ I unieść do góry jak ptak, he-hej/ Możesz wreszcie zabłądzić w wielkim mieście/ Urodziłeś się, by służyć nam”. – To nieoficjalny hymn środowisk LGBT – zapewnia

Kim Lee od lat organizuje festiwal drag queen. Kilka lat temu imprezę poświęcił wyłącznie Beacie Kozidrak. 
– I nikt nie narzekał, bo to dla nas ikona, poza tym ma tyle przebojów w repertuarze, że dla wszystkich starczyło. Młode drag queen w większości wybierały utwory taneczne, dyskotekowe. Starsze – liryczne – mówi Lee.

Czy Kozidrak wie o tym kulcie i bywała na imprezach LGBT?

– Nie zaprosiliśmy jej, nawet nie było takiego pomysłu – mówi Kim Lee. – Bo ona nigdy nie wykonała w stosunku do nas żadnego gestu. A wręcz odwrotnie.

Na początku lat 90. ukazało się kilka numerów pisma „Inaczej” o środowisku LGBT. Redakcja szukając sojuszników prosiła o wywiady osoby rozpoznawalne, gwiazdy show biznesu. Zgodziła się Kora, Małgorzata Ostrowska, Kozidrak odmówiła. Wtedy też nakręciła teledysk do piosenki „Za Za Za”, w którym znalazły się fragmenty występów nowojorskich drag queen. Tyle że w epoce internetu teledysk nie został wpuszczony do sieci, co środowisko odczuło jednoznacznie za gest wycofania się z poparcia gejów.

Odpustowa gwiazda Polski B

Osoba z otoczenia Kozidrak mówi, że sama wokalistka jest gay friendly, ale stała się zakładniczką własnego wizerunku, doskonale kreowanego przez niedawnego menadżera i męża.

– Do niedawna Beata nie kojarzyła się z żadnym światopoglądem, nie wypowiadała się na tematy społeczne. To był wykreowany wizerunek divy, która jest ponad takimi sprawami jak polityka, ideologia. Ludzie chcą słuchać jak śpiewa wzruszające piosenki, a nie komentuje bieżące wydarzenia – mówi. – A z drugiej strony to był świadomy ukłon w stronę swoich słuchaczy. Przecież ona jest gwiazdą odpustową, Polski B, gdzie jak wiadomo wielkiej tolerancji dla inności nie ma. W takim rachunku poparcie dla gejów po prostu się nie mieściło. Jej wpis o teledysku Kuby i Dawida był nieco przypadkowy, a burza jaką wywołał całkowicie niezamierzony.

 

 

Newsweek