Osoby, które trafiają do więzień bardzo często gardzą homoseksualistami. Nie przeszkadza im to jednak, aby nie tylko współżyć, ale i gwałcić współwięźniów, których rysy twarzy choć trochę przypominają kobietę. Jak to możliwe, że heteroseksualiści przebywający za kratami zaczynają współżyć z osobami tej samej płci? – Człowiek tyle lat siedzi, jego wyobraźnia działa, a potrzeby są duże i pewien upust trzeba dać – mówi Józef Grzyb, który za kratami spędził 35 lat.

Zasada jest prosta. To, co było za kratami, zostaje za kratami, o czym przekonałem się napotykając trudności przy zbieraniu materiału do artykułu. Jednak temat seksu w więzieniu istnieje, choć nikt nie chce mówić o nim głośno. – Oni nie chcą się wypowiadać na ten temat – słyszę od Krystyny Żołyni, wspierającej osoby, które opuściły zakłady karne.

Wraz z przekroczeniem progu więzienia człowiek nie wyzbywa się swoich potrzeb, również tych seksualnych. – Ci, którzy wychodzą mają swoje dziewczyny i spotykają się z nimi. Między sobą nie rozmawiają o tym, co było za kratami – mówi prowadząca ośrodek dla byłych więźniów. 

– Dla niektórych nie było obrzydzenia z tego powodu, że pieścili się z mężczyzną czy odbywali z nim stosunki – mówi Józef Grzyb, który spędził 35 lat za kratami. Dziś ma 65 lat i jak mówi, więzienną seksualność zna od podszewki. – Ja w życiu nie miałem takich skłonności, bo mnie odpychało od faceta. Ale z własnych doświadczeń wiem i widziałem, że osoby, które to robiły, to przede wszystkim więźniowie z dużymi wyrokami – mówi Józef Grzyb, autor książki pt. "Całe życie kradłem".

Homoseksualizm zastępczy
Ludzie, którzy trafiają do więzień na wolności najczęściej uchodzili za macho i gardzili homoseksualistami. Co zatem sprawia, że za kratami jednym z wyznaczników "samca alfa" jest gotowość do gwałtu na słabszym współwięźniu? – W więzieniu psychika się zmienia – wyjaśnia Józef Grzyb. – Człowiek tyle lat siedzi, jego wyobraźnia działa, a potrzeby są duże i pewien upust trzeba dać – dodaje. A że w pobliżu nie ma żadnej kobiety, na wyobraźnię działają właśnie współwięźniowie.

JÓZEF GRZYB
Spędził 35 lat więzieniu za kradzieże

Wielu się zmieniało, bo długo siedzieli. Jak była osoba przypominająca w miarę dziewczynę w celi, to korzystano z tego. Niektórzy świadomie wykorzystywali swoje wdzięki. We Wronkach był taki gość, który sam sobie dobierał facetów, aby im laskę robić. To było za obopólna wiedzą i bez niczyjej krzywdy.


Jak wspomina pan Józef, w latach 70-tych gwałty w więzieniach były na porządku dziennym. Brutalność tego miejsca odpowiadała jego zdaniem brutalności systemu, który wówczas panował. – Do lat 70-tych tzw. cwel to była postać faworyzowana i nie dokuczano jej, a ci którzy mieli potrzebę, korzystali z jego usług – mówi były więzień.

JÓZEF GRZYB
Spędził 35 lat więzieniu za kradzieże

W latach 70-tych były już specjalne oddziały, tzw. "haremy", czyli osobne cele, izolowane i tam można było korzystać z usług cwela. W zwykłych celach też było dużo gwałtów, przymuszania do seksu. Zwłaszcza więźniów, którzy mieli dziewczęce cechy charakteru lub wyglądu. To samo było z ułomnymi umysłowo. Oni się poddawali temu przymusowi, bo musieli się poddawać, czasem przez kilka dni.


– To homoseksualizm zastępczy – tłumaczy zjawisko seksuolog Andrzej Gryżewski z Przystani Psychologicznej. Ten rodzaj homoseksualizmu pojawia się wówczas, gdy nie ma możliwości uprawiania seksu z osobą o płci przeciwnej. 
– Niektórzy mężczyźni heteroseksualni nie mogąc uprawiać seksu z kobietą, zastępczo uprawiają seks z mężczyznami. Uważają, że masturbacja jest czymś niegodnym lub nie tak przyjemnym i wolą uprawiać seks z innymi człowiekiem. Tak bywa w więzieniach, seminariach, na statkach – mówi Andrzej Gryżewski.

Co po wyjściu z więzienia?
Józef Grzyb uważa, że część osób, które w czasie pobytu w zakładzie karnym decydowały się na stosunki seksualne z osobami tej samej płci, wracała do związków z kobietami. – Niektórym jednak to zostawało i szukali mężczyzn również na wolności. Nie mogli się już bez tego obyć i poszukiwali kontaktu z osobami, które miały te swoje wdzięki, takie jak w więzieniu – mówi były więzień.

Andrzej Gryżewski wyjaśnia, że nikt z nas nie jest w pełni hetero lub homoseksualny. – W latach 50-tych seksuolog Alfred Kinsey zrobił badania i okazało się, że nie ma dychotomii polegającej na tym, że albo jesteśmy heteroseksualni albo homo. Okazało się, że jest linia ciągła, pewne kontinuum. Na tej linii jest siedem punktów, które przechodzą od heteroseksualiści do homoseksualności – mówi seksuolog. 

ANDRZEJ GRYŻEWSKI
Seksuolog

Ktoś idzie do więzienia, był heteroseksualny czyli na tzw. "poziomie zero", tzn. wyłącznie heteroseksualny. Idzie do więzienia i pod przymusem wchodzi w seks z mężczyzną i okazuje się, że to mu się podoba. Odkrywa w sobie, że takie kontakty też akceptuje i sprawiają mu one satysfakcję albo orgazm. Jest heteroseksualny ale też może mieć kontakty homoseksualne.Wtedy na skali będzie się plasował "na poziomie dwa tzn. przeważająco heteroseksualny, bardziej niż incydentalnie homoseksualny.


Chodzi o to, by zgnębić
Seks w więzieniu spełnia dwie funkcje. Jedna to zaspokajanie swoich potrzeb seksualnych, a druga to funkcja władzy. Jest tam pewna struktura i ci, którzy się poddają są niżej w tej hierarchii. – Ci, którzy są aktywni mają wyższe stanowisko w hierarchii więziennej. Tu nie chodzi o libido tylko o strukturę. Tak samo było np. podczas wojny secesyjnej. Wygrany dowódca, gwałcił przegranego dowódcę, by zamanifestować swój triumf i dominację – mówi seksuolog Andrzej Gryżewski.

Walkę o hierarchię potwierdza także były więzień. Jednak nie zawsze tylko o nią chodziło. – Powiem panu z doświadczenia, że niektórzy mieli takie skłonności, że nie brzydzili się dotykaniem mężczyzny, ani wkładaniem członka do odbytu czy ust – mówi Józef Grzyb. Dlaczego do tego dochodziło? Administracja więzienia, w którym siedział działała dopiero wówczas, gdy ktoś zgłosił gwałt, a do tego dochodziło niezwykle rzadko. 

Potwierdza to rzecznik Służby Więziennej, ppłk Jarosław Góra. Jak mówi, w tym roku zgłoszono tylko jeden przypadek gwałtu. Służba Więzienna robi wszystko, aby zapobiec takim zdarzeniom, poprzez izolację osób spełniających określone cechy.

– Oprócz stopnia demoralizacji bierzemy pod uwagę również osobiste cechy każdego osadzonego. Nie ma co ukrywać, że ludzie są różni i są osoby o wyglądzie i sposobie postępowania Schwarzeneggera, a są osoby które wykazują cechy bardziej kobiece, zniewieściałe. Te osoby są bardziej podatne na pewne zachowania nie tylko na wolności, ale także w więzieniu. Mogą stać się ofiarą zachować niepożądanych – mówi rzecznik prasowy Służby Więziennej.

Więzienie "to nie burdel"
Były szef Służby Więziennej Paweł Moczydłowski twierdzi, że w polskich więzieniach znacznie rzadziej dochodzi do aktów homoseksualnych niż choćby w Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych. Częściej spotyka się je w zakładach dla kobiet. – Tych rytualnych aktów homoseksualnych, czy ich substytutów takich jak "parol wypłacony" (gwara więzienna – red.), co oznacza uderzenie członkiem w twarz, czyli użycia seksualności w celu pohańbienia drugiej osoby, też nie jest już tak wiele – mówi Paweł Moczydłowski.

Zdaniem naszego rozmówcy w latach 1990-1994 wszelkie akty przemocy na tle seksualnym, jak również zjawisko homoseksualizmu zastępczego wynikały z utrudnionego dostępu do seksu ze swoją drugą połową. – Jak się ogranicza tzw. intymne widzenia z żoną czy konkubiną, to taki jest efekt. Nawet na wschodzie w łagrach więźniowie mogli spędzić tydzień z żoną. Ludzie uważają, że kryminał to nie jest burdel i tam nie trzeba tego robić. A później się dziwią, że kryminaliści wychodzą na wolność i pierwsze co robią, to gwałcą – mówi Paweł Moczydłowski. – To rezultat naszej prymitywnej, konserwatywnej kultury – kwituje. 

źródło: http://natemat.pl/84801,byly-wiezien-o-seksie-za-kratami-byly-specjalne-cele-tzw-haremy-w-ktorych-korzystano-z-uslug-cwela