Polski Bus, bo właściciel finansował organizacje sprzeciwiające się małżeństwom tej samej płci. Ferrero Polska (producent m.in. Nutelli i Kinder Bueno), bo w regulamin konkursu na "Maxi parę" wykluczono udział homoseksualistów. Wydawnictwo Zysk i S-ka, bo wydaje książki Wojciecha Cejrowskiego. Nazwy tych firm oraz kilkadziesiąt nazwisk znanych polityków i artystów widnieją na "czarnej liście" Homopedii, czyli pierwszej polskiej encyklopedii homoseksualizmu. Absurd? – Nie, świadomy konsumpcjonizm. Sam nie jeżdżę Polskim Busem – mówi naTemat Tomasz Szypuła, prezes fundacji LGBT Business Forum.

Homopedia to taka Wikipedia, tyle że gromadząca wiedzę na tematy związane ze środowiskami LGBT. Powstała w 2010 roku, a impulsem do jej utworzenia były "działania administracji polskiej Wikipedii zmierzające do marginalizowania informacji dotyczących społeczności LGBT, jak np. usuwanie kategorii i haseł, stronnicze kształtowanie treści haseł czy też mało kulturalne wypowiedzi pod adresem niektórych wikipedystów" (cytat za homopedia.pl). 

Nie jedz czekoladek, nie głosuj na homofobów
To tam pod jednym z haseł zgromadzono całą listę osób i instytucji, które łączy nieprzyjazny stosunek do homoseksualistów. W kategorii firm obok Ferrero Polska i Polskiego Busa znalazła się jeszcze "Rzeczpospolita" i NSZZ "Solidarność". Dziennik za to, iż w czerwcu 2009 roku "w związku z marszem tolerancji w Warszawie zamieścił rysunek przyrównujący małżeństwa jednopłciowe do zoofilii". Z kolei związek zawodowy, bo zażądał usunięcia plakatu promującego ideę związków partnerskich, na którym znalazł się logotyp "S". 


Bardziej obszerny jest spis ludzi mediów i popkultury. Aktor Mirosław Baka, mim Ireneusz Krosny, muzycy Bolesław Błaszczyk z Grupy MoCarta, Paweł Kukiz i Adam Nowak z "Raz, Dwa, Trzy", są na cenzurowanym, gdyż w 2010 roku podpisali apel przeciwko przyzwoleniu na legalizację małżeństw homoseksualnych oraz adopcje dzieci przez pary homoseksualne. Z kolei Wojciech Cejrowski regularnie nazywa homoseksualistów "pedziami", a publicysta Waldemar Łysiak napisał, że homoseksualizm to "zboczenie". 

Co z politykami? Obecność na czarnej liście posłów PiS i konserwatystów z PO dziwić nie może, ale są tam też reprezentanci lewicy: Eugeniusz Czykwin z SLD (nie poparł związków partnerskich), Katarzyna Piekarska z SLD (powiedziała, że nie jest zwolenniczką adopcji dzieci przez pary homo) czy rzeszowska radna Sojuszu Marta Niewczas (miała wątpliwości, czy Anna Grodzka to "pan czy pani", "Grodzki czy Grodzka"). 

Po co taka lista? Na blogu Homopedii możemy przeczytać, że jest "swego rodzaju ściągą ułatwiającą dokonywanie właściwych wyborów". "Chcielibyśmy aby dzięki tej liście przynajmniej odrobinę możliwy był wpływ nas wszystkich na firmy, ludzi kultury, polityki i mediów. Nie kupujmy produktów firm, które działają przeciwko nam. Nie głosujmy na ludzi, którzy nam szkodzą. Nie kupujmy płyt muzyków prezentujących postawy homofobiczne" – napisali autorzy.

BLOG.HOMOPEDIA.PL

Ktoś mógłby powiedzieć na to wszystko, że przecież czekoladki same w sobie nie są nacechowane światopoglądowo, a kabareciarz śmieszy niezależnie od tego, jakie ma poglądy. To prawda, ale drogi czytelniku, czy będziesz dobrze się czuł kupując płytę muzyka, który z chęcią posłałby Cię do gazu? Czy naprawdę uważasz, że polityk jawnie deklarujący swą pogardę dla Ciebie będzie Cię dobrze reprezentować? Zaufasz takiej osobie? CZYTAJ WIĘCEJ


Kto chętny do bojkotu
No właśnie, "ktoś mógłby powiedzieć"... Okazuje się, że nawet w samym środowisku LGBT są tacy, którzy uznają czarną listę za przesadę. Sama Anna Grodzka w rozmowie z naTemat komentuje, że walcząc o tolerancję wypadałoby być tolerancyjnym. – Ja w ogóle nie lubię czarnych list. One reprezentują działania agresywne, a ja jestem za tolerancją – podkreśla.

Poza tym, łatwo tutaj o przesadę, bo czy jeden zapis w regulaminie konkursu, jak w przypadku producenta Kinder Bueno, już powinien prowokować wezwania do bojkotu? – Myślę, że lepiej skupić się na promowaniu tych firm, które stosują politykę różnorodności. Promować, a nie piętnować - tak jest lepiej – dodaje Grodzka.

Tomasz Szypuła, prezes fundacji LGBT Business Forum i bloger naTemat, twierdzi jednak co innego. Przyznaje, że po wywiadzie, jakiego właściciel Polskiego Busa Brian Souter udzielił "Gazecie Wyborczej", a z którego dowiedział się, że nie toleruje on odmienności seksualnej, zmienił swoje postrzeganie tej firmy. – Zaskoczyło mnie, że właściciel firmy oferującej w gruncie rzeczy proste usługi, wypowiada się w ten sposób na budzący kontrowersje temat. Potem nie skorzystałem z Polskiego Busa, choć miałem taką możliwość – mówi. – My w LGBT Business Forum też staramy się uświadamiać osoby homoseksualne, by zwracały uwagę, czy z danym markami nie wiąże się dyskryminacja. 

Szybko jednak przyznaje, że polski konsument z reguły nie jest świadomy, i to niezależnie od tego, czy chodzi o prawa pracownicze czy o stosunek firmy do mniejszości seksualnych. – Klienci z reguły kierują się kryteriami ceny. Proszę zauważyć, że u nas tak dobrze sprzedają się sprzęty Apple, a nikt nie zastanawia się, w jakich warunkach są produkowane. Podobnie jest w przypadku tych czarnych list, długa droga przed nami, by to zmienić – zaznacza. 

Polska goni Zachód
Co innego za granicą. – W krajach anglosaskich bojkot konsumencki jest często stosowany i ta świadomość klientów jest większa. W Polsce nie ma przykładów firm, które mocno podkreślają swój pozytywny stosunek do środowisk LGBT – zauważa Szypuła.

Właśnie ze względu na to, że Polska jest daleko za Zachodem jeśli chodzi o świadomość konsumencką, trudno się spodziewać, by czarna lista Homopedii przysporzyła kłopotów firmom czy osobom, które zostały tam wymienione. 

A już na pewno nie ma szans na taką awanturę, jaka rozpętała się w ubiegłym roku wokół amerykańskiej sieci fast foodów Chick-fil-A. Jej dyrektor w jednym z wywiadów stwierdził m.in., że osoby chcące legalizacji homoseksualnych małżeństw czeka "sąd Boży". Środowiska LGBT ogłosiły wówczas bojkot, do którego przyłączyło się wiele znanych osobistości. Nawet burmistrz Waszyngtonu stwierdził na Twitterze, że nie popiera „kurczaków nienawiści". 

Efekt? Wzrost rozpoznawalności, częstotliwości odwiedzin w restauracjach i udziału firmy w całym rynku.