MIEĆ ZASADY b4


     Na pewno nie raz doświadczyłeś takiego stanu, kiedy nagle krew z mózgu ci odpływa i tracisz kontrolę nad sobą na rzecz twojego największego przyjaciela. Budzisz się kolejny dzień na kacu i wiesz, że twój zmysł zdobywcy znów daje o sobie znać i że koniecznie dzisiaj musisz kogoś upolować, bo inaczej już sobie nie poradzisz. Budzisz się – on jest twardy. Idziesz do łazienki, próbujesz się załatwić – on wciąż jest twardy, nie da rady, nie puści ani kropelki. Patrzysz w niego, bo w końcu jesteś z niego dumny, że ci tak pięknie urósł, że jego główka lśni jak marmur, że reaguje na każdy twój dotyk, a nawet bez żadnego dotyku. Że właśnie teraz domaga się tego dotyku, chce, żebyś mu poświęcił trochę czasu, chociaż chwileczkę. Nie masz wyboru. Bierzesz go w rękę – i zaczynasz... 
   Dokładnie tak było dziś ze mną. 
   Ale co z tego, że sobie w ten sposób „pomogłeś”? Dobrze wiesz, że to tylko na chwilę, to tylko taki „doraźny zabieg”, który nie zastąpi ci seksu. Wiesz i to, że rano raczej ciężko jest się umówić z kimś, kogo sobie wybrałeś w swoich erotycznych fantazjach i z kim chciałbyś to zrobić, a zwykły film porno z dodatkiem własnej ręki nie zaspokoi cię tak, jak tego oczekujesz. 
Człowiek – niestety, albo stety – jest taką istotą, że lubi iść na łatwiznę. Zalogowanie się na czata wydawało mi się najlepszym rozwiązaniem. Jeszcze tylko ustawić jakiś napalony nick i szybko znaleźć kogoś, kto pozwoli nas obydwu zadowolić. Ponieważ szukałem tylko na oral, to chętnie widziałbym kogoś z dużym sprzętem. Niewielu miałem przyjemność gościć w sobie, ale po ostatnim spotkaniu, gdzie trafiłem na chłopaka z naprawdę dużym sprzętem, dupa bolała mnie dwa dni. Więc jak na oral, mogą być duże, ale do analu, to raczej te mniejsze, z takimi jest miło i fajnie i dupa potem nie boli.
     No i odezwał mi się jeden koleś. Był po trzydziestce, co prawda, ale w tym momencie to mi nie przeszkadzało. A jak mi napisał o swoim 19-centymetrowym penisie, że nie nawija, że sam się będę mógł o tym przekonać, i grubości odpowiedniej do tego wymiaru, z napletkiem, który łatwo można zsuwać wargami, i z odpowiednio dużymi jajami, którymi wtedy można się bawić, i że jest owłosiony na klacie i nie ma piwnego brzuszka – to już był mój. No mój ideał! Bo jak ktoś jest wydepilowany, ma ogolone jajka, to u mnie jakby tracił połowę ze swojej atrakcyjności. Włosy wokół małego dodatkowo mnie podniecają, a jeszcze te na klacie! 
    Mój ideał miał jednak dwie wady. Pierwsza: nie chciał mi dać żadnego foto – powiedział, że nikomu nie wysyła swoich zdjęć, bo raz mu się zdarzyło, że ktoś się podszył pod niego, wykorzystał jego wizerunek i on miał przez to kłopoty. 
    A to z kolei łamało moje zasady umawiania się z facetami, bo zawsze wolałem zobaczyć, z kim się umawiam, jeśli w jakiś tam sposób ten ktoś mi się spodobał. Co prawda zdarzyło mi się, że chłopak wysłał mi fotkę sprzed dziesięciu lat, ale potem przeprosił, że na fotach wygląda głupio i nieatrakcyjnie i po takiej focie na pewno bym go odwalił, a ta była najlepsza, jaką miał. I nie odwaliłem go. Miał fajnego malucha i dobrze nam poszło. Ale to inna sprawa. 
    Druga wada mojego ideału to ta, że nie miał lokum. 
Jeśli chodzi o to pierwsze, to mógłbym się z nim spotkać, nawet nie widząc wcześniej jego fotki. Ale to drugie...
    Gdy zaproponował loda w aucie, przypomniały mi się czasy liceum i wiecznej obecności kogoś w domu. Albo od rana przesiadywała u nas babcia, gotując obiad dla całej rodziny, gdy mama i tata byli w pracy, albo, gdy do południa w domu byli rodzice, to babcia siedziała u nas praktycznie cały dzień, do wieczora. Więc w domu o niczym nie mogło być mowy, ani się umówić, spotkać z kimś, bo jak? Więc jak mi ktoś proponował auto, wchodziłem w to. Spotykaliśmy się w umówionym miejscu i jechaliśmy gdzieś w plener. Mało to razy wracałem do domu z lepiącą się koszulką, bluzą czy majtkami przyklejonymi do dupy od jego spermy...? Lepsze było umawianie się u kogoś. Spotykaliśmy się tak samo w wyznaczonym miejscu, gadaliśmy trochę, co dawało mi szansę rozgryźć chłopaka na tyle, żeby się przekonać, czy ma „czyste” intencje i szliśmy do niego. Seks w mieszkaniu miał jeszcze tę zaletę, że zawsze potem można się było odświeżyć pod prysznicem w łazience. Natomiast w samochodzie – jak mówiłem.
Więc z zasady wolałem najpierw zobaczyć fotkę tego, z kim się umawiam, potem spotkanie i jakaś gadka, a potem ewentualnie jego mieszkanko.
     A mój ideał zaproponował mi auto. Nie powiedział jakie, ale dodał, że wewnątrz jest dużo miejsca. Poza tym możemy pojechać gdzieś w plener, pogoda jest idealna. Czyli – norma. A pogoda naprawdę była idealna. 
     Gdy na jednej szali położyłem jego owłosioną klatę i duże przyrodzenie, a na drugiej zasady, jeśli do tamtej kupki dołożyłem moją ogromną chcicę – to nietrudno się domyśleć, co wybrałem i jaka była moja decyzja. 
     Za pół godziny miał na mnie czekać na parkingu przy „Biedronce” niedaleko mojego bloku. Oczywiście nie powiedziałem mu, gdzie mieszkam, a osiedle jest szeroko rozbudowane. 
Pół godziny to była wieczność! Zdążyłem wziąć prysznic, przygotować fryzurę i ubrać się tak, żebym nie wyglądał na łachmaniarza. Wyszedłem. Specjalnie okrążyłem blok, żeby wyjść z drugiej strony, gdyby przypadkiem on już tam był. Wtedy w telefonie odezwało mi się moje gg: „Jestem na parkingu 3 od lewej patrząc w kier.wejścia.” I podał mi ostatnią literę i pierwszą cyfrę swojej rejestracji: „W8”.
     Pomyślałem: konkretny gość! I przyspieszyłem kroku. 
    Trzeci od lewej, W8 – to było Suv BMW, przyciemnione szyby. Wow! Czekał w środku. Podszedłem, pochyliłem się do okienka, a on od razu, jak tylko mnie zobaczył, otworzył mi drzwi, włączył silnik, poczekał aż wsiądę i ruszył z piskiem opon. Nie było „cześć” ani innych kurtuazyjnych grzeczności. Nawet nie zdążyłem się zapiąć w pas. 
      Jemu widocznie nie robiło różnicy to, jak wyglądam, bo spojrzał na mnie dopiero na pierwszych światłach. Niewiele dał też poznać po sobie, czy mu odpowiadam, czy nie. Jakby mu to było obojętne. Ważne, że jest „ktoś”, kto zrobi mu „dobrze”. I sobie, oczywiście. Ja też nic nie mogłem powiedzieć co do jego wyglądu: ciemne okulary oraz czapka z daszkiem nie dały mi praktycznie żadnej możliwości, żeby zobaczyć jego twarz, oprócz mega męskiego, dwu, trzydniowego zarostu. Ubrany był tak, jakby chciał to wszystko potem móc jak najszybciej z siebie ściągnąć: tylko luźny bezrękawnik, spod którego wystawały mu włosy na klacie, oraz luźne spodenki, pod którymi z pewnością nie miał bielizny, bo jego sprzęt był wyraźnie widoczny, zakryty chyba tylko dla zasady tym skrawkiem materiału, bo nie wypada chodzić z jajami na wierzchu. Na pierwszy rzut oka widziałem, że mówił prawdę: dużo tu ma.
      Prowadził na obrzeża miasta, w kierunku wylotówki, która jakieś dobre trzy kilometry dalej wiodła przez las, z wyznaczonymi tam miejscami postoju. Na pewno znał te miejsca. Ledwo minęliśmy ostatnie zabudowania, on swoją ogromną dłonią złapał mnie za kark i pochylił do swojego krocza, jakby domagał się tego loda natychmiast. Ja też chciałem natychmiast dotknąć jego kutasa, zobaczyć go i poczuć jego smak.
– Na co czekasz? Bierz się za robotę – powiedział swoim męskim, niskim głosem, dociskając mi głowę do swojego twardniejącego kutasa, aż poczułem jego woń. Natychmiast mój mały stanął mi do granic możliwości, więc natychmiast pochyliłem się nad swoją „robotą”.
– Aha, zapomniałem ci napisać, że nie łykam, wolę spust na twarz – powiedziałem, przypominając sobie jedną ze swoich zasad, że nieznajomym nie łyka się spermy.
– Tak, tak, wszyscy tak mówicie. Zapewniam cię, że do gardła ci nie trysnę. A teraz bierz go, jest twój – powiedział zsuwając spodenki za jaja. Zobaczyłem tylko gąszcz włosów. Reszcie nawet nie zdążyłem się przyjrzeć, bo on od razu wepchnął mi prawie całego kutasa do ust, jeszcze bardziej dociskając moją głowę. Zakrztusiłem się. Wypchnąłem go z pierwszym wymiotnym odruchem, ale szybko się opanowałem.
– No co jest? Mówiłeś, że dobrze ciągniesz, a tu co, nie umiesz takiego wziąć głęboko do gardła? Bo zaraz będziesz miał szybki kurs prawdziwego dojenia – powiedział niezbyt miłym głosem.
– Zostaw coś na potem, jak dojedziemy – odpowiedziałem, i pierwszy raz przeleciał mnie strach. Chyba on nie jest jakimś psycholem czy innym dewiantem?
– Wystarczy i na potem – odpowiedział i znów docisnął moją głowę.
Teraz musiałem mu pokazać, że gdy jestem na to przygotowany, a nie tak z zaskoczenia, to potrafię brać głęboko. Wziąłem i wessałem go prawie po jaja. On mruknął zadowolony. Pomyślałem, że chyba zażegnałem jego pierwsze niezadowolenie i że teraz mnie doceni, bo szybko pojąłem, jak brać tego giganta oraz jak pieścić towarzyszące mu masywne jaja. Wtedy też pomyślałem, że on na pewno ma więcej niż 19, ale dlaczego ukrywałby przede mną swój prawdziwy wymiar?
Dobrze mu doiłem, bo w pewnej chwili złapał mnie za włosy i odciągnął od siebie.
– Reszta tam – ruchem głowy pokazał gdzieś w dal przed siebie, palcami jakby pstryknął w gumkę gaci, które spod jaj wyskoczyły mu w górę i schowały kutasa, pokazując tylko jego wielki kształt – a ja odetchnąłem z ulgą. Już mi drętwiały zawiasy i zaczynały mnie boleć szczęki. Ciągnąłem już duże kutasy, ale takiego grubego to chyba jeszcze nie.
– Ile on ma? – odważyłem się spytać, patrząc na to jego wielkie wybrzuszenie w spodenkach.
– Mówiłem, 19. Jak wisi – dokończył z dziwną satysfakcją w głosie.
No jasne, zrozumiałem.
– A jak stoi? – spytałem ciszej.
– To jest taki, jak widzisz – uciął dyskusję i nie odezwał się już przez resztę drogi. Ja też milczałem.
Wjechaliśmy na jeden z tych leśnych parkingów, ale on ominął biało-zielony szlaban zamykający dalszy wjazd i przejechał po koleinach wyżłobionych przez ciągniki wlokące stąd powalone drzewa i pnie. Leśnym duktem pruł jak autostradą do następnej leśnej przecinki. Skręcił, zahamował, zgasił silnik, wysiadł i rozejrzał się wokół, jakby się upewniał, czy nikogo nie ma. Ale wokół panowała cisza. Tylko śpiew ptaków i stukanie dzięcioła.
– Chodź na tył – powiedział.
– Ale tutaj jest wystarczająco...
– Powiedziałem, chodź na tył! – powtórzył.
Posłusznie się przesiadłem.
– Rozbieraj się – powiedział, przesuwając swoje słoneczne okulary wysoko nad czoło. Jego zimny wzrok przeszył mnie na wskroś.
– Mam ci tylko obciągnąć... – przypomniałem.
– A ja tobie. Więc majty i cała ta reszta na bok, wyskakuj z tego.
Zacząłem się go bać! Posłusznie rozebrałem się do naga. Mały mi wisiał, chyba ze strachu.
– Po to szukałeś dużego, bo sam masz malucha? – powiedział.
– Właśnie dlatego – odpowiedziałem szybkim, zmyślonym kłamstwem, z trudem panując nad swoim głosem. Wcale swojego nie uważałem za malucha, spotykałem już dużo mniejsze, ale przy nim byłem maluchem, wiem.
Teraz i on zrzucił z siebie swój bezrękawnik i spodenki. Jaka owłosiona klata! Jakie mięśnie brzucha! Jaki włos na jajach, na udach, wszędzie! Jaki z niego samiec!
– No to zaczynamy! – powiedział.
Myślałem, że teraz on zajmie się mną. Nic podobnego. Rozsiadł się okrakiem i przyciągnął moją twarz do swojego przyrodzenia. Sam palcami rozdziawił mi gębę i wsadził mi w nią swojego na wpół twardego kutasa, który teraz w moich ustach dopiero mu stawał. Jego wielkie jaja miałem na brodzie, jego łonowe włosy łaskotały mnie po nosie, że aż czułem to idiotyczne wiercenie do kichania, a jego prostujący się kutas wypychał mi policzki. Dobrze, że miałem już ten trening w samochodzie, bo inaczej...
Po którymś razie zakrztuszenia się bliskiego wymiotom pojąłem, jak jeszcze bardziej rozluźnić gardło. Bo on wciąż tylko dociskał mnie, mówiąc, że dobra suczka ze mnie i że jest mu dobrze. Nie wiem, czy miało mnie to cieszyć. Myślałem tylko, jak tu najszybciej go wydoić, bo analu z nim chyba bym nie zniósł.
I wtedy wyjął kutasa z moich ust i padły te słowa:
– Dobra, kładź się na boku. Teraz druga część zabawy – powiedział zdecydowanie.
Zdrętwiałem. Na więcej się z nim nie umawiałem!
– Miałem ci tylko obciągnąć... – protestowałem przerażony. – Nie jestem przygotowany na więcej, poza tym bez gumy ci nie dam! – odezwały się we mnie resztki rozsądku i moich zasad.
– Pierdolisz jak pikuś. Kto się dziś umawia tylko na loda? 15-latkowie? Ty chyba masz więcej? – to mówiąc polizał swoje palce i wjechał nimi w moją dupę. Zacisnąłem się jak prawiczek. – Widzę, że jesteś ciasny, lubię to.
– Nie, proszę cię, o tym nie było mowy...
– Pierdolisz. Każdy tak mówi. Wejdę tylko samą główką, to daje najwięcej wrażeń. Więc nie panikuj jak jakaś ciota! Poza tym mam gumy!
Słowo „ciota” w jego ustach zabrzmiało jak obelżywe. Jakby chciał wjechać mi na ambicję.
Ale patrząc na niego, w jego nagie ciało i napięte, podniecone rysy twarzy, byłem tak napalony, że świadomość, że on wcześniej czy później wejdzie we mnie, w gumie czy bez, była oczywista i już nie miało to dla mnie znaczenia. Choćby wszedł tylko samą główką, w co nie wierzyłem, to chyba będę wierzgał pod niebo. Ale... niech wchodzi. Z takim chujem jeszcze się nie mierzyłem. Podołam. Muszę!
Ułożyłem się posłusznie na boku, wypinając ku niemu całą dupę i schowałem głowę w ramionach. Wiedziałem, że to będzie bolało. Czekałem chwilę. Pewnie zakłada gumę i musi na nowo postawić kutasa, bo pewnie mu zmiękł – myślałem spanikowany. I nagle poczułem ową główkę, jak ociera się o moją dziurkę. Gdyby ocierał ją dłużej... Ale nastąpił ten moment, ta chwila, w której cały świat jakby mi runął na głowę. Zerwałem się aż pod podsufitkę tej jego wypasionej bryki, a on mnie chwycił swoimi ciężkimi łapami i strącił w dół, na samo dno tego piekła. Pchał, a ja wyłem w głos.
– Zamknij się, straszysz ptaki – usłyszałem.
I jakbym chciał posłuchać tych wystraszonych ptaków, które to niby miały zamilknąć na mój wrzask, uniosłem biodra i wtedy jak mnie wyprężyło...!
– Co robisz? Miała być tylko główka! Wyłaź! Boli!... – darłem się pod samo niebo, a on unieruchomił mnie sobą i wciskał swoją pałę jeszcze głębiej. Gdy przygniótł mi dupę swoim kudłatym brzuchem, zrozumiałem, że wsadził mi całego, po same jaja. Miałem gwiazdy w oczach.
– Po co krzyczysz? Tu cię nikt nie usłyszy – szepnął mi wprost do ucha. – Nie zejdę z ciebie, dopóki nie skończę. I bez żadnych szopek, radzę, bo to może się źle skończyć.
– Nie jest mi źle... – szukałem ostatniej deski ratunku – ale niewygodnie... tak na boku...
– Nasi protoplaści pieprzyli się w jaskiniach, na kamieniu, i było im wygodnie.
– Na skórach! – wyrzuciłem buntowniczo.
– Pod tobą też jest skóra, i na tobie skóra. Moja – uśmiechnął się, i jak mi dopchnął, jak się we mnie wwiercił! Wyprężyłem się jak na torturach!
Jego oddech na moim uchu, nie dość, że powodował mój paraliż, to jeszcze kusił mnie jakimś dziwnym aromatem. Nie wonią tytoniu czy jakiegoś alkoholu, bo to mnie odrzucało, i nie jakimś wyszukanym daniem, które jadł niedawno, ale czymś, co chciałem wdychać! Albo po prostu może szukałem w nim czegoś pozytywnego, nie wiem, czegoś, co by mnie do niego przekonało? Albo... żeby go po prostu nie denerwować? Bo on był zdecydowany. Wiem, że zrobi wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Moje prośby czy protesty nie zdadzą się na nic, nie przyniosą żadnego efektu. Po prostu muszę to jakoś wytrzymać!
Przy każdym jego ruchu czułem niesamowity ból, a on jeszcze podkręcał się we mnie, rozpychając mnie maksymalnie. Jedyne, co mi pozostawało, to udawać... Bo gdy jęczałem z bólu, jego bluzgi mnie paraliżowały, a jak byłem za głośny, jego wielka dłoń przykrywała mi twarz i usta, co było jeszcze gorsze, bo nie mogłem oddychać.
Nie wiem, ile to trwało. W pewnym momencie udało mi się wyłączyć z tej kaźni, ale krople potu spadające na mnie z jego twarzy i klaty skutecznie przywracały mi przytomność.
Nagle przestał. Po prostu jakby się zatrzymał w połowie ruchu. Zdziwiło mnie to. Ale... w tej samej chwili usłyszałem donośny dźwięk ciągnika, którego „pach-pach-pach” słychać było w całym lesie!
– Kurwa mać! Jeszcze tu nam gości brakowało! – warknął wściekły i zaczął dobijać we mnie dwa razy szybciej. – Teraz wyjątkowo zamknij mordę na kłódkę, jeszcze chwila!
A ja już nie mogłem! Na boku, zgięty jak złamane drzewo, z kolanami pod brodą, z rękami wciśniętymi we własny brzuch, przepełniony bólem... Spróbowałem to wykorzystać, chciałem się oswobodzić, zacząłem się wiercić, wyginać...
– Zaraz skończę! Nie wierć się, bo się w tobie spuszczę!
Nagle uświadomiłem sobie, że nie widziałem, czy zakładał gumę. To, co z nim czułem, nie umiałem porównać z żadnymi doświadczeniami, które miałem z innymi chłopakami. Ale myślałem, że to z racji jego wielkiego kutasa! Ale to chyba nie to! On chyba mnie wziął bez gumy!
Skamieniałem z przerażenia. Nigdy nikomu tak nie dawałem, boję się HIV, a jego zupełnie nie znam! Gdy nagle te trzy literki stanęły mi przed oczami, moje ciało złapał jeden wielki skurcz. Ten impuls wystarczył. Usłyszałem jego głośny jęk, poczułem, jak jego ciało pręży się rozkoszą, jak całe finiszuje we mnie i... jak moje wnętrze zalewa jego gorąca sperma.
Tak jak groził, spuścił się we mnie. Nie miał prezerwatywy! Jak mogłem nie wyczuć tego, że on jest bez gumy! Pamiętam, co opowiadali chłopacy mówiąc o seksie bez zabezpieczenia. Że wchodzi taki oporniej niż z gumką, bo gumka ma poślizg, a chuj nie, ale aż się mało nie zesrasz, jak takiego w sobie poczujesz. Ja nie srałem, nie czułem, bo nie wiedziałem! Ale jego kutas tak właśnie we mnie wchodził!... A potem rozlewa się w tobie ten gorący soczek. Wiesz, że dałeś facetowi na maxa i że on ci dał tak samo...
Nie... Ja czułem tylko, że on wypełnił mnie HIVem! Że ten wirus już rozprzestrzenia się we mnie! Że już się tam ulokował i ujawni się za... Nie! To by było straszne!
Zszedł ze mnie, jeszcze sobie powycierał kutasa o moją dupę, a ja ryknąłem płaczem na cały głos. Bo na pewno mi dał wirusa! Cała chcica i cały urok obsługiwania męskich facetów prysły jak mydlana bańka!
– Pieprzony mazgaj! – powiedział wzgardliwie. – Ubieraj się. Dobra suczka z ciebie, ale wypierdalaj już, bo mi zabrudzisz tapicerkę – i rzucił mi na twarz moje rzeczy. On już był ubrany. – Poproś tego faceta z traktora, może cię jeszcze dorucha i podwiezie do drogi – i zostałem zasypany igliwiem spod kół jego wypasionej bryki. Wypruł jak z parkingu przy autostradzie.
Traktorzysta sam się zatrzymał. Powiedziałem mu, że szedłem tu na skróty, ale chyba pomyliłem drogę.
– Bo ta nowa przecinka pod tą trakcję wysokiego napięcia myli tu wszystkich. Wsiadaj, podwiozę.
Podwiózł mnie do drogi. On skręcał w lewo, a ja miałem w prawo. Gdy odjechał, położyłem się na ziemi zwinięty w embriona i po prostu zacząłem w głos wyć. Opanowałem się, gdy usłyszałem nadjeżdżający samochód.
Zabrał mnie jakiś dziadzio, pickupem pełnym pociętych klocków do domowego kominka.
– Dużo jest grzybów tego roku – powiedział. – Trzeba się będzie wybrać jutro.
– Ano dużo... – przytaknąłem obojętnie.

Ty, który to czytasz, teraz pewnie czekasz na morał tej historii. Więc oto on:
Warto dokonać tego cudu, żeby nie cała krew odpłynęła ci z mózgu do tego twojego najwierniejszego przyjaciela. Bo jednak to ty powinieneś mieć nad nim władzę i kontrolę, a nie odwrotnie.

Zaraz na drugi dzień poszedłem do pewnej prywatnej przychodni. Zapłaciłem 35 zeta i teraz będę czekał najdłuższe w życiu dwa tygodnie na wynik. Wierzę, bo wiara czyni cuda. Nie dopuszczam do siebie tej myśli, że wiara to tylko opium dla mas.

 b4