Wszyscy pewnie słyszeli o białostockiej eskapadzie misiowatego rzecznika ministra M. Rozpisywano się o szastaniu kasą i robieniu wrażenia na dziewczynach. Cała historia wydaje się mieć jednak drugie dno. Chłopak, który robił sobie z Misiewiczem fotki w dyskotece opowiada, ze ten molestował go łapiąc to za rękę, to za klejnoty. Na dodatek zaoferował mu posadę Ministra Obrony Terytorialnej (cokolwiek by to miało znaczyć) i oświadczył że załatwia takich młodych chłopców dla prezesa Kaczyńskiego. Oczywiście kwestia seksualności prezesa jest jasna od wielu lat i nawet dziesięć Szczypińskich nie jest w stanie nic zmienić w tej kwestii. Wiadomo również, że prezes w swych poglądach seksualnych nie jest w kręgach rządzących odosobniony. Jednak zachowanie bądź co bądź rzecznika Ministerstwa wskazuje wyraźnie, że nie tylko kwestia orientacji prezesa nie jest specjalną tajemnicą, Przynajmniej dla młodych i przystojnych zatrudnionych na państwowym. Nie są nią również sposoby załatwiania młodych i przystojnych. Kasa, posada. Bądź obietnice. Być może zmieniła się płeć zatrudnianych.
Ofiara molestowania - śpiewak discopolowy opowiada o zdarzeniu z drżeniem głosu i rąk. Przytulił mnie, przybił piątkę i złapał mnie w miejsce intymne - w końcu wyrzuca z siebie. Długo milczy zanim zaprzeczy odpowiadając na pytanie czy tej nocy zdarzyło się coś jeszcze. Na wywiad przyszedł z kolegami bo boi się sam wychodzić Szansa, że wymyślił sobie historię o Miśku, który łapał za jaja powołując się przy tym na Kaczyńskiego jest taka, że jutro nagra przebój roku. Prawdopodobnie o orientacji Kaczyńskiego nawet nie widział (w Białymstoku to możliwe). A sam fakt, że koleś go złapał za jaja przeżył ciężej niż ja operację przepukliny. Swoją drogą czy o norma w Białymstoku, że jak tam złapać chłopa za jaja to będzie miał Syndrom Stresu Pourazowago? Cały wywiad bez cięć i montażu (jeszcze wisi) - warto obejrzeć na youtubie aby wyrobić sobie lepszy pogląd w sprawie.
Ciekawe to zresztą, bo fakt zatrudnienia (i trzymania) Miśka jednoznacznie identyfikowałby również samego Ministra, który ma nas bronić. Pisano i o tym od dłuższego czasu, ale ja wolałem wierzyć, że to homoseksualna propaganda. Trudno mi wprawdzie uwierzyć, że Misiewicz pracował jako naganiacz Kaczyńskiego, bo czy na prawdę w całej partii i państwie nie ma nikogo bardziej skutecznego, no i mniej rzucającego się w oczy. Ale z drugiej strony do czego innego mógłby być przydatny? Do robienia afer?