NO MORE HAPPY ENDINGS mag26


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za siedmioma rzekami było piękne królestwo otoczone Zaczarowanym Lasem, gdzie żyły dobrze nam znane zwykłe oraz niezwykłe magiczne istoty.
Po wielu latach Król i Królowa doczekali się w końcu potomka i następcy tronu zarazem. Nadali mu imię Xander po pierwszym władcy Magicznego Świata. Rodzice byli tak szczęśliwi, że postanowili wydać huczne przyjęcie na cześć małego Księcia i zaprosili na zamek licznych gości.
Sala tronowa była zapełniona wystrojonymi ludźmi i najróżniejszymi magicznymi stworzeniami. Królowa w ozdobnej sukni balowej, która w blasku świec mieniła się tysiącem kolorów, dumnie wniosła syna na salę. Ułożyła go delikatnie w kołysce u stóp podium, na którym stały dwa wysokie trony. Wyprostowała się i stanęła dumna obok swojego męża.
Król wyszedł kilka kroków do przodu, szeroko rozłożył ręce w geście powitania i przemówił donośnym głosem, aż echo odbijało się od ścian i sklepienia.
– Powitajcie mojego syna, poddani, i waszego przeszłego króla Xandera Drugiego!
Na sali było słychać tylko szelest materiału, bo wszyscy zgromadzeni się pokłonili. Król odczekał chwilę.
– A teraz, moi mili, ucztujcie, bawcie się i pijcie za zdrowie mojego syyy...
Przerwał mu ogromny huk gdzieś w oddali. Król spojrzał szybko na małżonkę, która stała za jego plecami. Ona także się obejrzała, ale dała mu cichy znak, że wszystko jest w porządku. Wtedy Król spojrzał na strażnika, który ruszył biegiem w stronę wielkich drewnianych drzwi, by sprawdzić, co tam się stało. Nie zdążył do nich dobiec, bo one w tej samej chwili się uchyliły i na salę wbiegł drugi strażnik. Był przerażony.
– Panie! Czarna Daa…
– Zamilcz! – dobiegł z korytarza kobiecy krzyk, a rycerz nagle zniknął w szarym dymie.
Tłum zaczął krzyczeć i panicznie cofać się jak najdalej od drzwi.
Kiedy dym opadł, wszyscy ujrzeli kobietę w czarnej długiej sukni, z rękoma wspartymi na biodrach. Czerwonokrwiste usta miała wykrzywione w złośliwym uśmiechu, a w miejscu, gdzie stał strażnik, piszczała mała szara myszka.
Kobieta opuściła ręce i ruszyła w stronę Króla. Drzwi same energicznie się przed nią otwarły, uderzając o ścianę.
– Czego chcesz?! – zakrzyknął Król gniewnie, wychodząc jej naprzeciw.
– Pragnę tylko powitać mojego bratanka na tym parszywym świecie – kobieta zatrzymała się w połowie drogi i zrobiła do Króla zdziwioną minę.
W jej stronę ruszyło kilku rycerzy, ale ona tylko machnęła ręką w ich kierunku, a ci unieśli się w górę i odlecieli, z hukiem waląc zbrojami o ścianę.
Po sali przebiegły ciche krzyki i przerażone szepty zebranych.
Czarownica rozejrzała się po pomieszczeniu.
– Widzę, że tylko zaproszenie dla mnie gdzieś się zapodziało.
– Nie waż się...! – krzyknął Król i z całej siły cisnął mieczem w jej kierunku, lecz ona tylko lekko podniosła rękę w stronę miecza, który zatrzymał się w połowie drogi, poruszyła palcami, a miecz zmienił się w ćmy, które natychmiast odleciały we wszystkie strony.
– Na siostrę z mieczem, bracie? Cóż to za obyczaj? – pochyliła się ku niemu.
– Nie jesteś tu mile wdziana – odezwała się Królowa, pierwszy raz od wejścia Czarnej Damy. – Wyjdź stąd – powiedziała, zasłaniając swoim ciałem kołyskę z synkiem.
– Pozwól tylko, że złożę swój dar, jaki przyniosłam dla Księcia.
Odpowiedziała jej cisza, więc kontynuowała, patrząc w oczy Królowej.
– Wasz syn nigdy, ale to nigdy nie zakocha się w żadnej kobiecie! – wycedziła przez zęby, po czym odwróciła się, zataczając na parkiecie swoją długą czarną suknią szerokie koło i ruszyła do wyjścia. – Gwarantuję ci to!
– Co to ma znaczyć? – krzyknął za nią Król.
Kobieta w Czerni przystanęła i delikatnie odwróciła głowę do brata.
– Dla was i całego waszego Królestwa to znaczy, że nigdy więcej nie będzie tu szczęśliwych zakończeń – i złowieszczo zaśmiała się ochrypłym głosem. Podniosła rękę, dłonią zrobiła dziwny ruch, dziecko nagle zaczęło płakać, a ona zniknęła w czarnym dymie.
Tłum zaczął szeptać coś między sobą, zdziwiony i przerażony tym, co się wydarzyło.

Ta sama kobieta wśród takiego samego dymu ukazała się teraz w jakimś innym, ciemnym pomieszczeniu. Jedynym źródłem światła był ogień płonący pod kotłem, w którym bulgotało jakieś zielone błoto. Podeszła bliżej.
– Dodamy jeszcze to... i będziesz miał, królewiczu, królewskie berło między nogami, większe niż najsłynniejszy rycerz twojego królestwa – powiedziała i powoli opuściła do kotła jasny włos, trzymając go w dwóch palcach. Zawartość kotła zabulgotała gwałtownie, po czym się uspokoiła, zmieniając się w ciecz przezroczystą jak woda, a z kotła uniósł się zielony dym, który wił się jak wąż po samo sklepienie, po czym rozdzielił się na cztery strony świata i wyleciał przez okno.
Wiedźma cały czas zanosiła się złowieszczym śmiechem.

Król po zniknięciu siostry od razu nakazał jej odnalezienie, obiecując wysoką nagrodę temu, kto tego dokona. Najczęściej jego wysłannicy już nie wracali z poszukiwań, ale jeśli już jakiemuś rycerzowi udało się powrócić, był jak niespełna rozumu, milczał jak zaklęty i nic nie było można z niego wyciągnąć.
Poszukiwania trwały już siedemnaście lat. Nadaremnie...

Tymczasem Książę Xander dorósł i zmężniał. Miał jasnoniebieskie oczy i gęste blond włosy sięgające mu do ramion. Był dobrze zbudowany, bo wytrwale się ćwiczył w rycerskim rzemiośle pod okiem najsławniejszych rycerzy w Królestwie. Gdy się przechadzał zamkowym dziedzińcem, ciągnął za sobą powłóczyste spojrzenia zachwyconych niewiast. Jego giermek, ilekroć pomagał mu wkładać jego książęcy strój lub zbroję, pochylał głowę, by ukryć wzrok, gdyż nie potrafił oderwać oczu od widoku książęcego przyrodzenia, gdy zawiązywał sznureczki na jego spodniach.
Książę właśnie siedział w Sali tronowej przy grze w szachy, bo właśnie drzwi zamknęły się za kolejną księżniczką, którą mu przedstawiono. Królowa patrzyła, jak syn prowadzi tę partię rozgrywaną samemu ze sobą.
– I jak myślisz? – podeszła ku niemu od strony tronu lśniącego złotem.
– Jakaś dziwna była – odpowiedział Książę, wpatrując się w białego króla leżącego na szachownicy między pionkami.
– Co masz na myśli? – Królowa usiadła naprzeciwko i spojrzała na syna.
– Matko, ona była po prostu głupia! – opowiedział Xander, a jego niebieskie oczy dziwnie spojrzały na Królową.
Królowa posmutniała. Którąkolwiek księżniczkę by mu przedstawiano, nawet z jak najdalszych królestw, żadna nie wzbudzała jego zainteresowania.
– Synu, musisz którąś poślubić. Jak twój ojciec mnie.
Xander nie odpowiedział. Skrzyżował ręce na piersi i znów patrzył na szachownicę.

Królowa nie mogła wiedzieć, że jej syn od dawna skrycie podkochiwał się w jednym z rycerzy. Najpierw odbył tajemną rozmowę ze swoim giermkiem, któremu nakazał dyskretnie rozpytać się wśród innych giermków, który z dostojnych rycerzy ma największe przyrodzenie. Giermek przyniósł mu wieść, że pośród dam dworu krążą plotki, że najgrubszym i najcięższym mieczem jest obdarzony rycerz Meils. Książę był niezmiernie ciekaw, który z nich dysponuje większym orężem, ale nie wiedział, jak ten cel osiągnąć. Kazał sobie przedstawić rycerza Meilsa. Powiedział mu, że wiele słyszał o jego rycerskiej sławie i chciałby dalej się ćwiczyć pod jego okiem.
– To dla mnie zaszczyt, panie – głęboko skłonił się rycerz.
Od tamtej pory razem wybierali się na polowania albo na zwykłą konną przejażdżkę poza mury zamku. To tam Książę poprosił go kiedyś, żeby mu pomógł rozwiązać spodnie, bo sznur się dziwnie zaplątał jakoś, a trzeba się było załatwić. Gdy rycerz mu pomógł, gdy zobaczył ten książęcy klejnot, najpierw zbladł i zaniemówił, po czym z uznaniem pochylił głowę, a Książę wsunął mu ten klejnot do ust. Rycerz się nie wahał. Nie tylko dlatego, że Księciu nie wolno odmawiać. Zajął się nim nadzwyczaj starannie, bo takiego oręża nie widział u żadnego z rycerzy... – aż poczuł na wargach białe, gęste książęce nasienie. Musiał też przytrzymać Księcia w swych mocnych ramionach, bo tak intensywne było to, co dostojny Książę po raz pierwszy przeżył za sprawą kogoś drugiego. Wtedy Xander rozwiązał spodnie rycerza, a gdy zobaczył jego rycerski miecz, gdy go skrzyżował ze swoim, też go odważnie wziął do ust. Seks był już tylko zwyczajnym następstwem tego, czego pragnął Xander. Nadstawił się rycerzowi, a ten z całym szacunkiem dla Księcia zdobył jego ciało i pokazał mu, jakich cudów potrafi dokonać swym mieczem. Potem odpoczywali obaj w cieniu Wielkiego Dębu, by Książę mógł nabrać sił do powrotu, dziarsko dosiąść konia i prosto trzymać się w siodle.
Książę uwielbiał to z rycerzem robić. Kilka razy ryzykowali, czyniąc to w ciemnych zakamarkach zamku, bo namiętne westchnienia Księcia daleko niosły się echem. Dawno już przestali być wobec siebie delikatni, bo przecież seks – to seks, czym mocniejszy, tym lepszy!
Długo się już nie widzieli, bo rycerz wyjechał z królewską misją do odległego zamku.

Przy szachownicy stanęła młoda dwórka i skłoniła się nisko.
– Pani, kolejna księżniczka prosi o posłuchanie – powiedziała, znów się skłoniła i odeszła.
– Prosić – odpowiedziała Królowa, wstała i poprawiła koronę na głowie syna, po czym ponownie zasiadła na swoim tronie.
Drzwi otworzyły się szeroko, a w nich stała dziewczyna o ciemnych włosach, jasnej cerze i czerwonych ustach. Miała na sobie białą koronkową suknię, spod której widać jej było całe jej dziewicze ciało z jędrnymi piersiami i zacienionym łonem. Książę wstał w momencie, gdy Szambelan ją zaanonsował:
– Królewna Śnieżka do Księcia Xandera Drugiego!
Królowa uśmiechnęła się na ten widok, a Książę... zaledwie rzucił na nią okiem i odprawił bez słowa.
– Matko, czy to już ostatnia na dziś? – zapytał znudzony.
– Tak, synu...
Minął cały tydzień takich przesłuchań na przyszłą żonę, których efekt wciąż był taki sam. Martwiła się Królowa, i martwił się Król. Nie chcieli żenić Xandera z księżniczką, która by ich synowi nie przypadła do gustu.

Wieczorem doszły Księcia słuchy o powrocie rycerzy z królewskiej misji. Ucieszył się na samą myśl, że wkrótce zobaczy swego rycerza.
– Poślij po ser Meilsa – powiedział do swego giermka.
– Tak jest, panie – giermek się ukłonił i szybkim krokiem wyszedł z komnaty.
Książę rozebrał się do białych półspodenek opasanych sznurem na biodrach i położył się na łóżku. Oparł się na łokciach, co sprawiło, że jego młodzieńcze mięśnie się napięły i w świetle świec wyglądały jeszcze bardziej muskularnie, niż były naprawdę.
Drzwi powoli się odtworzyły.
– Ser Meils, panie – zapowiedział giermek z niskim ukłonem i od razu wyszedł, zamykając drzwi.
– Pięknie wyglądasz, panie. Stęskniłem się... – zachrypniętym szeptem odezwał się mężczyzna, który dopiero wszedł do komnaty. Postąpił krok dalej, wychodząc z cienia i pokazując się Księciu. Miał na sobie ciemne ubranie ze zwierzęcej skóry, na twarzy kilkudniowy zarost, a rude włosy związane miał w krótką kitkę. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest starszy od Xandera.
– Ja też się stęskniłem, podejdź – odezwał się Książę radośnie.
Rycerz stanął przy książęcym łożu, ujął od dołu swą zwierzęcą bluzę i powoli ją unosząc ściągał przez głowę, pokazując swoje mocno umięśnione i lekko zarośnięte ciało. Xander uśmiechnął się i masował się po coraz bardziej wydatnym, twardym kroczu.
– Poczekaj – powstrzymał go, gdy rycerz chciał rozwiązać swe spodnie. Książę wstał z łóżka, podszedł do niego i pocałował go w szyję, biorąc w dłoń sznureczki od spodni.
– Jestem spocony, Wasza Ek...
– Takiego cię chcę – odpowiedział Książę i pocałował go w usta. Całując, schodził coraz niżej. Zarośnięta broda, i znów kilka namiętnych pocałunków w szyję. Lizał językiem, schodząc na jego umięśniony, zarośnięty tors i kierował się coraz niżej, rozwiązując spodnie rycerza. Językiem wypieścił mu umięśniony brzuch. Uklęknął przed nim, zsunął spodnie i w obie dłonie wziął jego olbrzyma. Nigdy nie zapomni tej chwili, gdy go pierwszy raz zobaczył, gdy rozwiązał mu spodnie, wtedy, w lesie na polowaniu. Z niedowierzaniem i z radością przekonał się, że to, co mówił giermek i damy dworu, to nie plotka... Z trudem wziął jego olbrzyma do ust. Rycerz krzyknął z rozkoszy i wygiął się w łuk, unosząc głowę. Położył swoje wielkie dłonie na głowie Księcia i zaczął nią poruszać. Po chwili złapał Xandera mocniej za włosy i pociągnął do góry, by wstał. Pocałował go w usta i pchnął na łóżko. Przygniótł go swoim ciężarem, całując jego twarz, szyję i tors. Po chwili wstał, obrócił Księcia, jednym ruchem ściągnął z niego jego białe półspodnie, ustawił sobie chłopaka, uniósł jego dupę do góry odpowiednio do rznięcia, splunął w samą dziurkę i wszedł w nią mocnym, zdecydowanym ruchem. Książę zawył z bólu i rozkoszy, a rycerz zaczął szybko i energicznie poruszać biodrami. Chłopak wyginał się i jęczał, zachowywał się tak głośnio, że... nie usłyszeli, gdy do komnaty wszedł Król.
– Straże! – krzyknął wzburzony Król, kiedy otrząsnął się z szoku.
Rycerz zeskoczył z Księcia. Obaj zamarli w bezruchu, patrząc na Króla, po czym Książę zerwał się na równe nogi, a rycerz zasłonił go swoim muskularnym ciałem.
– Uciekaj! – krzyknął do niego.
– Nie... – odpowiedział rycerz i w tym samym momencie dostał cios tarczą w twarz. Upadł. Na chwilę stracił przytomność.
Nagiego Księcia dwóch strażników trzymało przypartego plecami do zimnej, kamiennej ściany, aby na rozkaz Króla widział, jak biją rycerza i jak się nad nim pastwią. Xander błagał ojca ze łzami w oczach, żeby przestali, ale na nic się to nie zdało.
Wiadrem wody ocucili Meilsa, a Król podszedł do syna i zamachnął się na niego ręką.
– Nie waż się go tknąć! – poderwał się rycerz, ale straż go zatrzymała.
Król spojrzał zdziwiony. Opuścił rękę i podszedł do rycerza.
– Jak ty się zwracasz do swego władcy? – zapytał gniewnie i wymierzył mu mocny policzek. – Jutro zostaniesz ścięty! – powiedział.
– Nieee...! – rozpaczliwie zawołał Książę. – Proszę cię, ojcze, nie! Daruj mu życie! Zrobię, co zechcesz! – i szlochając opadł kolanami na zimną posadzkę.
– I tak zrobisz, co zechcę – chłodno odpowiedział Król, nie patrząc na syna. Wyszedł z komnaty, a straż wywlokła za nim rycerza. Strażnik zamknął komnatę na klucz.
Szybko rozeszła się wieść po całym Królestwie, że Król skazał rycerza na śmierć. Właściwie to by nie było niczym niezwykłym, gdyby nie to, że zetną głowę jednemu z najznakomitszych rycerzy. Za co? – za zdradę Króla! Więc na zamek zjeżdżali co znamienitsi rycerze, zapewniając Króla o swojej wierności.
Na głównym dziedzińcu ustawiono podwyższenie, na którym miała nastąpić egzekucja, ustawiono gruby drewniany, zakrwawiony pień. Kat stał wsparty na toporze, z opuszczoną głową przysłoniętą kapturem. Król i Królowa zasiedli na krużganku, ubrani na czarno. Wyprowadzono skazańca, któremu odmówiono łaski, by dostąpił śmierci w rycerskim odzieniu. Miał na sobie tylko zwierzęcy skórzany kaftan. Rzucono go na kolana, twarzą w kierunku Króla. Król wstał.
– Skazańcom przysługuje ostatnie słowo. Co chcesz powiedzieć? – spytał donośnym głosem.
– Że kocham twojego syna, Panie! – głośno i dobitnie odpowiedział skazany.
Wśród rycerstwa i gawiedzi przeleciał gwar. Więc to jest ta zbrodnia!
– Ściąć...! – rozkazał Król, uciszając hałas.
Mężczyzna klęknął, położył głowę na pniu i spojrzał w stronę zamku. W jednym z okien zobaczył Księcia, którego przytrzymywała straż, aby z rozkazu Króla patrzył na egzekucję. Kat podniósł topór... Książę zamknął oczy, ale słyszał rozlegający się świst opadającego topora i ten straszny dźwięk toczącej się odciętej głowy. Popłynęły mu łzy po policzkach, rozpaczliwie targał się za włosy, po czym osunął się w ramionach straży.

W tej samej chwili nagle u boku Króla, poprzedzona kłębami dymu, stanęła Czarna Dama. Nikt nie wiedział, którędy tu weszła, ani skąd przybyła.
– Chcesz zmienić mój dar, bracie, który dałam twojemu synowi? Naiwny...! – zaśmiała się złowieszczo i zniknęła wśród gęstego dymu, zanim zaskoczony Król zdążył się odezwać.

KONIEC (chociaż kto wie...?)

mag26