Nazywa się Kultura Dobra i jest pierwszym polskim serwisem filmowym dla chrześcijan. Odróżnia "filmy moralnie dobre" od "plugawych i niebezpiecznych". Pierwsze dostają gwiazdki, drugie trupie czaszki. Recenzenci bywają surowi nawet dla filmów o tematyce religijnej. - Niestety, zniszczenie Sodomy za grzechy homoseksualizmu nie zostało odpowiednio zaakcentowane - wytykają serialowi "Biblia"
"Jeden z najbardziej znanych i kasowych polskich filmów. Pod względem moralnym toksyczny, niebezpieczny i dwuznaczny. Oglądając tę produkcję, ciągle obcuje się ze światem przestępczym. Wszyscy główni bohaterowie to złodzieje, kłamcy, przestępcy i oszuści. Nie ma postaci, która byłaby przykładem praktykowania chrześcijańskich cnót. Smutne, że ten życzliwy wobec występku i niemoralności film wszedł do klasyki polskiej kinematografii".

To fragment recenzji filmu "Vabank" Juliusza Machulskiego. Pochodzi z serwisu Kultura Dobra - pierwszego w Polsce portalu filmowego dla chrześcijan. Twórcy oferują "pomoc w odróżnianiu tego, co dobre i godne polecenia, od tego, co występne, zgniłe, niebezpieczne." Swoją misję nazywają "dziełem oddzielania ziaren od plew".

Kultura Dobra działa od sierpnia. Po czterech miesiącach oferuje recenzje blisko setki filmów. Przy każdej informacje o obsadzie, reżyserze, premierze - na wzór popularnych serwisów z filmami jak amerykański IMDB czy polski Filmweb. Do tego tabela z oceną najważniejszych kryteriów: seks, przemoc, nieprzyzwoity język, nagość/nieskromność, fałszywe doktryny i wątki antychrześcijańskie. Ocena kryteriów wpływa na noty: gwiazdki albo trupie czaszki.
Filmy dwuznaczne są jak świeża bułka obtoczona fekaliami

Cztery gwiazdki to "produkcje pod względem moralnym i światopoglądowym bardzo dobre". Nie znajdziemy w nich seksu i nagości, wulgarnej mowy i nieskromnych strojów. Ani jakiejkolwiek "sympatii dla nieprawości, zła i fałszywego poglądu". Muszą promować cnoty. Przemoc jest dozwolona tylko wtedy, gdy nie służy "zabawianiu i ekscytowaniu widza".

Gwiazdek ubywa, gdy przybywa zastrzeżeń wobec filmów. Potem zaczynają się trupie czaszki. Jedną czaszkę dostają filmy na krawędzi - niebezpieczne, dwuznaczne. Czyli takie, które niby prezentują postawę moralnie dobrą, ale zawierają także treści złe. "Dobry główny wątek przypomina świeżą bułkę mocno obtoczoną w fekaliach. Ogólnie rzecz biorąc, odradzamy" - opisują recenzenci.

Takim filmem jest na przykład polska komedia romantyczna "Listy do M." Z jednej strony nieprzychylnie pokazuje cudzołóstwo: "Melchior, który uwodzi żonę Szczepana, jest ukazany w odstręczających barwach". Z drugiej zachęca do nierządu: "Mikołaj oddaje się seksualnym uciechom z Doris na pierwszej randce".

Film dostaje plusa za niechęć do pornografii i prostytucji, bo Mikołaj chce odciąć dom od internetu, gdy jego syn natrafia na reklamę usług prostytutek. "To jest dobry przykład dla chrześcijańskich domów, w których pragnie się chronić dzieci przed zalewem niemoralności" - pisze autor recenzji. Ale daje też minus za wsparcie dla sodomii, bo "Wladi skrywa przed rodzicami homoseksualny związek i przyprowadza partnera na wigilijną kolację".

Dalej są już filmy pod względem moralnym złe: wyraźnie, bardzo i ekstremalnie. W tych ostatnich redakcja Kultury Dobra nie dopatrzyła się dobra nawet w śladowych ilościach. "Pragną ekscytować widza tym co antychrześcijańskie, bluźniercze, niemoralne, obrzydliwe. Są po prostu odrażające, wstrętne i plugawe" - wylicza redakcja.

Jeżeli mordowanie Chrystusa nie jest antychrześcijańskie, to co jest?

Serial "Biblia" emitowany od niedawna przez Polsat dostał cztery gwiazdki. Bo "buduje wiarę i ukazuje potęgę, moc i majestat Boga". Recenzent docenił, że serial "pokazuje kontrast pomiędzy zmysłowością, nieskromnością i próżnością pogan a prostotą oraz skromnością chrześcijan".

Uwagę autora przykuwa zwłaszcza scena "zdeprawowanych mieszkańców Sodomy". "Widzimy transwestytę i półnagą kobietę zmysłowo tańczącą przed grupą mężczyzn. W ten sposób zasugerowano moralną dezaprobatę dla owych obrzydliwości. Niestety, zniszczenie Sodomy za grzechy homoseksualizmu nie zostało tu odpowiednio zaakcentowane" - żałuje autor.

Najwyższą notę dostała „Pasja” Mela Gibsona. „Większa część tej produkcji zawiera sceny skrajnej, krwawej i szokującej przemocy. Pokazują, jak Pan Jezus wiele wycierpiał dla wybawienia naszych dusz” - zauważa recenzent, ale w odróżnieniu do innych brutalnych filmów, tego akurat nie odradza dzieciom. Jedyne małe zastrzeżenie dotyczy wulgaryzmów. „W filmie raz występuje słowo » cholera «, które co prawda nie jest jawnie wulgarne, ale można je uznać za balansujące na pograniczu przyzwoitej mowy”.

Wysoka ocena wzburzyła czytelników Kultury Dobra. "W tym filmie zabili Chrystusa! W kategorii: wątki antychrześcijańskie powinniście dać maksa! Jeżeli bicie, opluwanie i mordowanie Chrystusa nie jest antychrześcijańskie, to co jest?" - pyta, najpewniej żartobliwie Andrzej. Ale inni internauci przyznali mu rację.

„Ten film jest bardziej aktem oskarżenia niż pokazaniem dzieła zbawienia. Nie napełnia miłością do bliźnich, a raczej » szuka winnych «, a nie to jest sen sensem Ewangelii. Jedna czaszka się należy” - wtóruje „krzyh”.

"Bardzo dużo przemocy, a ocena bardzo dobry?! Pogięło was? - pyta Skjult.

Przed przemocą redakcja ostrzega rodziców w innym filmie - "Jestem legendą" z Willem Smithem. To ciekawy przykład. Pokazuje, że nawet film o postapokaliptycznym świecie pełnym zombi może dostać trzy gwiazdki. "Na płaszczyźnie moralnej i światopoglądowej jest opowieścią o wytrwałości, poświęceniu, ofierze i zmaganiu się ze złem" - czytamy w recenzji.

Poważne zastrzeżenia do "Shreka"

Redakcja portalu na nowo odczytuje popularne, amerykańskie bajki. "Shrek" dostał tylko jedną gwiazdkę (dobry z poważnymi zastrzeżeniami) , bo "na płaszczyźnie moralnej jest produkcją trudną do jednoznacznej oceny". Niepokój recenzenta budzi "zerwanie z konwencją, w której fizyczna brzydota jest kojarzona z moralnym nieporządkiem i złem (brzydkie czarownice i piękni waleczni rycerze)".

<podzial_strony>
"Chociaż ta konwencja miała swe wady i niedoskonałości, to jej silnym punktem było strzeżenie naszych dusz przed kultem brzydoty i szpetoty jako takiej (turpizmem)" - tłumaczy swoją teorię. "Innym podejrzanym elementem jest politycznie poprawny podtekst, w którym "Ogry" są symbolami uciskanych przez społeczeństwo mniejszości" - dodaje, chociaż nie rozwija myśli. Pomimo wątpliwości "Shrek" pozostaje jednak "sympatycznym filmem z silnym przesłaniem pozytywnym".

Na taką wyrozumiałość nie mogła liczyć "Pocahontas". Animowana opowieść o miłości młodej Indianki i angielskiego żołnierza dostała dwie trupie czaszki (wyraźnie zły). Głównie za fałszywe doktryny: sympatię wobec pogaństwa i manipulację faktami historycznymi.

"Pocahontas z życzliwością przedstawia pogaństwo, spirytyzm i oparte na nich pierwotne kultury. Dyskwalifikuje przy tym chrześcijaństwo, którego przedstawiciele jawią się jako ograniczeni i nudni ignoranci. Poza tym zgodnie z historyczną prawdą Pocahontas nawróciła się na chrześcijaństwo, a w filmie tego nie widzimy" - czytamy w recenzji.

"Dzieci nie obchodzi, co jakiś teoretyk filmowy widzi w bajce. One widzą kolory, słyszą wesołe piosenki, cieszą się, gdy widzą animowane zwierzątka. Po co do bajki dla dziec idorabiać jakiekolwiek "doktryny" i "ideologie"? - pyta czytelniczka KD.
"Jesus Christ Super Star" Jezusowi by się spodobał?

Z powodu pogaństwa krytyka spadła także na "Tańczącego z wilkami". Wypadł jednak lepiej niż "Pocahontas" i dostał tylko jedną czaszkę (niebezpieczny lub dwuznaczny). I to pomimo kontrowersji natury erotycznej.

"Niepokój budzi scena, w której indiańskie małżeństwo obcuje ze sobą cieleśnie w namiocie pełnym innych (co prawda w większości śpiących) ludzi. To pogwałcenie intymności małżeńskiej i quasi-ekshibicjonizm" - czytamy w recenzji filmu, który dostał siedem Oscarów. Ale, jak zaznacza autor, w filmie nie ma wielu scen seksu i nagości, co pozwala "przy zaangażowaniu minimum dobrej woli i współpracy z bożą łaską na ominięcie ich bez szwanku dla zrozumienia całości fabuły".

Wśród innych filmów "niebezpiecznych lub dwuznacznych" jest chociażby "Egzorcysta". Kultowy horror miał nawet szansę na gwiazdkę. Pogrzebał ją autor scenariusza, umieszczając w filmie scenę samobójstwa księdza. "Gdyby nie końcówka, można by go jeszcze uznać z bardzo poważnymi zastrzeżeniami za dobry i pożyteczny. Niestety, finał czyni tę produkcję bardzo wątpliwą i dwuznaczną. W ten sposób celebruje się bardziej sukces demona aniżeli zwycięstwo nad nim" - tłumaczy decyzję recenzent.

Jedną czaszkę dostał też słynny musical "Jesus Christ Super Star". Za wspieranie herezji i fałszywych doktryn. Przesądziła "fatalna, hipisowska stylistyka", "odzieranie z chwały boskości naszego Pana Jezusa Chrystusa" i "usprawiedliwianie Judasza". "To zatrute dzieło nie powinno być chwalone i doradzone nikomu przez żadnego z chrześcijan" - orzekł recenzent.

"Ma dobrą muzykę i świetną obsadę. Jezusowi by się spodobał" - nie daje za wygraną jeden z czytelników.

Największy upadek - filmy ekstremalnie złe

A wśród nich "Kill Bill" Quentina Tarantino z bardzo długą listą ciężkich grzechów. Redakcja wylicza: w filmie ponad 20 razy pojawiają się słowa wulgarne, jest kilka wizualnych odniesień do gwałtu i nierządu, jeden z bohaterów okazuje się być pedofilem. Recenzenta razi brak szacunku do religii: kościół jest areną krwawej masakry, a gwałciciel nosi na szyi krzyżyk. "Główna bohaterka nosi na sobie nieskromny ubiór (obcisły kombinezon)" - dorzuca recenzent.

Według autora pasjonować się "Kill Billem" to jak "zasiąść z radością na widowni starożytnej areny walk gladiatorów i oklaskiwać dokonującą się tam rzeź". "Rozlew krwi został pokazany po to, aby ekscytować widza, dostarczając mu w ten sposób chorej rozkoszy i przyjemności. To wyjątkowo mroczny, brutalny, wulgarny i odrażający film, w którym czuć diabelski oddech zła niemal w każdym jego momencie, a dobro praktycznie nie istnieje. Ta swoista "pornografia przemocy" nie powinna mieć dostępu do żadnego z chrześcijańskich domów" - podsumowuje autor.

- Czy publikacje na tej stronie są "na poważnie", czy jest to żart? - pyta pod recenzją Ola.

Krytykiem nie jestem, ale Pismo Święte dobrze znam

Za Kulturą Dobra stoi Mirosław Salwowski. Jest publicystą i blogerem katolickim (mabloga m.in. w katolickim serwisie Fronda). Krytykiem filmowym nie jest. - Oceniam filmy z perspektywy teologiczno-moralnej, nie zaś stricte artystycznej. Do tego zaś wystarczy znać Pismo Święte i nauczanie katolickie - opowiada. Zaznacza, że nie rości sobie przywileju nieomylności. Poza tym, nawet jeśli ocenia filmy negatywnie, to stara się w nich wskazać elementy dobre.

- Czy niektóre z recenzji nie są zbyt surowe, jak choćby recenzja "Pocahontas"? Nawet czytelnicy to wytykają - pytamy.

- Nie sądzę, aby ten film został zbyt surowo oceniony. Wielu się na taką kwalifikację oburza lub z niej szydzi, bo od dzieciństwa jesteśmy karmieni różnymi bezbożnymi treściami. Z biegiem czasu przestajemy dostrzegać szkodliwość bądź podejrzany charakter części z nich - mówi Salwowski.

Katolickie recenzje filmów nie są niczym nowym. Twórcy portalu wzorują się na amerykańskim serwisie "Movieguide", który pełni identyczną funkcję. Ostrzeżenia i polecenia filmów od lat pojawiają się w "Gościu Niedzielnym".

- Bardzo interesujący pomysł. Serwis pozwalający osobom kultywującym określony model światopoglądowy unikać konfrontacji z dziełami kultury niezgodnymi z tym modelem. Hasło reklamowe powinno brzmieć: zdając się na nasze rekomendacje, zachowasz dobre samopoczucie na własny temat, unikniesz poznawczych dysonansów i zużywania kalorii na myślenie - komentuje na Facebooku Piotr Czerski, pisarz, autor głośnego manifestu "My, dzieci sieci".