Dwadzieścia pięć lat Parady Równości. W Polsce nadal zero związków partnerskich, zero ślubów jednopłciowych. Marsz to skuteczne narzędzie zmiany — czy świetnie zorganizowany rytuał bezsilności? Łukasz Pałucki - Nie jestem już działaczem LGBT. Cieszę się, że mogłem organizować Parady, bo według mnie to jest jedyny realny sukces społeczności LGBT. Niestety innych sukcesów nie ma, za to jest pasmo porażek. Parada Równości jest za to niewątpliwym sukcesem. Stała się symbolem, a jej oddziaływanie wyszło daleko poza swoje cele. Parada nauczyła Polaków, że można radośnie demonstrować na ulicy „za" jakimiś wartościami, a nie tylko przeciwko komuś lub czemuś. Wcześniej protest uliczny był tylko wyrazem gniewu — nie radości. To pamiątka po walce z komuną. Kolejną pamiątką jest to natarczywe pytanie po paradzie: ile było osób? Zwykły człowiek stojący na ulicy nie jest w stanie zobaczyć więcej niż 300–400 osób — więc jakie ma znaczenie, czy było 60 tysięcy czy 80 tysięcy? Jednak dla dziennikarzy to ważne, bo zgodnie z tradycją z komuny o Twojej sile świadczy ilość ludzi, których możesz wyprowadzić na ulicę. To takie szykowanie się do starć ulicznych. Parada Równości zaczęła zmieniać to, jak w Polsce postrzega się rolę demonstracji ulicznej. Dzisiaj paradują zarówno miłośnicy psów, „warszawskie sarenki" i artyści. To nie są jakieś wielkie demonstracje, ale są ciekawe i ładne. Dają ludziom radość. To nasz tęczowy prezent dla społeczeństwa. Warszawa stała się tęczowym karnawałem: korporacyjne flagi, platformy,, confetti. Kiedy przestałeś organizować protest, a zacząłeś organizować event — i czy to w ogóle jest problem? Nie mam żadnego problemu z tym, że na Paradzie obecny jest biznes. Dzięki tym pieniądzom to wygląda majestatycznie, a nie jak pochód ubogich cyrkowców. Jeśli to ma być „duma" — to musi kosztować. Przypomnę, że w roku 2015 ja i JP jako zarząd Fundacji napisaliśmy „czarny list", w którym krytykowaliśmy międzynarodowe korporacje, że wspierają parady LGBT wszędzie… ale nie w Polsce. Dobrze, że to się w końcu zmieniło. Jeśli ktoś ma z tym problem, niech odpyta, co o tym myślą feministki albo ekolodzy. Oni nam tego wsparcia zazdroszczą i drapią się po głowie, jak ta mała mniejszość osiągnęła aż tyle. Zazdroszczą nam skali tej imprezy i tego, że potrafimy zamknąć cały ruch w centrum Warszawy i mamy miasteczko równości pod samym PKiN. Po kilku godzinach na trasie jest bezpiecznie. A potem? Co Parada zmienia w tym, co dzieje się przez pozostałe 364 dni roku? Na poziomie emocjonalnym Parada Równości jest odwrotnością codziennej polskiej homofobii. Zamiast strachu — duma. Zamiast ukrywania się — wychodzenie na środek ulicy Marszałkowskiej w jaskrawych strojach i w towarzystwie ludzi znanych i mediów. Dlatego właśnie to Parada „ładuje akumulatory" ludziom na cały rok. Łukasz Pałucki — wieloletni organizator Parady Równości w Warszawie. Czytaj też: Parada Równości Warszawa 2026 — data, trasa oraz Marsze i Parady Równości 2026 — kalendarz