Żonaty heteryk, który zagrał główną rolę w serialu oglądanym przez miliony, nie maszerował przez Warszawę. Co więcej — udzielił kilku wywiadów z których wynikało że ma poczucie humoru. I powiedział, przy okazji, coś co mnie osobiście rozbroiło: że skoro papież Franciszek może myć nogi osobie trans, to on może zagrać geja. Piękne. Proste. I, przyznam, całkiem trafne teologicznie. Kto powinien się na to oburzyć? Hiperkatolicy, którym takie zestawienie pewnie nie smakuje. Ale oni milczą. Za to nasze koleżanki wytoczyły najcięższe działa. Że jak się gra w "takim" filmie to trzeba się odpowiednio zachowywać. (Dzięki Bogu nie był to serial o młodym Hitlerze, bo nie wiem czego wtedy byśmy oczekiwali.) Dowiedziałem się przy okazji o istnieniu arbitra elegancji który wyniósł się do Barcelony ale wciąż udziela porad w kwestii savoir vivre'u nad Wisłą. I że jedna DQ jest dyplomowanym aktorem, bo napisała do Ignacego jako kolega/żanka po fachu. Nasz środowiskowy teatr absurdu gra bez antraktu. Cofnijmy się. Rok 1988, Warszawski Ruch Homoseksualny, telewizja Polska, i nagle — Dynastia. Steven. Gej w prime time. Nikt nie pytał czy aktor maszerował w San Francisco. Nikt nie sprawdzał jego deklaracji ideologicznych. Powiedzieliśmy sobie: ten jeden serial zrobił dla polskich gejów więcej niż wszyscy aktywiści razem wzięci. Bo miliony zobaczyły że gej to człowiek. Bez manifestu. Po prostu — był. I nikt się wtedy nie oburzył. Ignacy Liss zagrał. Zagrał świetnie — zagrał tak że zapominasz że gra. W polskim filmie to wartość nie do przecenienia, w co można się przekonać odpalając dowolny inny produkt rodzimej drewnografii — choćby hitowy podobno Kolory Zła: Czerń. Ci widzowie — którzy nigdy nie weszliby do Ramony, nie pojawiliby się na Paradzie, może głosują na kogoś dla nas mało przyjaznego — siedzą przed ekranem i widzą historię. Ludzką. I to robi robotę. Wiem że wedle niektórych jedyna słuszna obsada to niebinarna transseksualna lesbijka. Tylko jedno pytanie: czy wtedy ci krytycy i miliony innych obejrzeli by ten serial? I czy zobaczyliby coś więcej niż pedała pijaka? Żonaty heteryk z poczuciem humoru i cytatem o papieżu prawdopodobnie zrobił dla nas więcej niż zdecydowana część jego zaangażowanych krytyków. A humor — przy okazji — przez lata był jedyną bronią jaką mieliśmy. Dokładnie odwrotnie do nazwy której używamy. Gay. Wesoły. Kurwa, radosny. Kiedy to przestało być wartością?