Po śmierci Franco cała scena gejowska w Hiszpanii po prostu wybuchła. Frankizm trzymał ludzi w szafie tak długo i tak brutalnie, że kiedy w końcu puściło — to puściło z hukiem. A najlepiej było to widać właśnie w Barcelonie. W szczytowym okresie działało tam kilkadziesiąt barów, kilkanaście saun (łącznie z tą słynną, z chłopakami do wynajęcia z całego świata — Thermas) i kilkanaście dyskotek. Samych Aren było z pięć czy sześć, z czego trzy stały na jednym rogu — no bo czemu nie, skoro i tak wszyscy szli w to samo miejsce. A do tego jeszcze słynne Metro, gdzie czasem można było zobaczyć jak z darkroomu wychodzi ChiChi LaRue. Reżyserka porno i DJ-ka w jednej osobie. Coś co dziś brzmi jak fanfik, a wtedy było po prostu wtorkiem. Niestety Barcelona przeszła dokładnie tę samą drogę co Miami Beach czy każde inne miejsce odkryte kiedyś przez gejów. Miejsca, które gej odkrywa, stają się zbyt znane, zbyt odwiedzane i po prostu gdzieś po drodze tracą swój czar. Dziś ceny hoteli w sezonie przypominają Gołębiowskiego w Pobierowie. A tłumy na plażach są równie gęste. Jedzenie i piwo — w knajpach, w sklepach — jeszcze trochę lepsze i tańsze niż w Polsce, nie powiem. Ale trzeba wiedzieć kiedy i jak unikać tłumów, które na remontowanych jak śródmieście Warszawy Ramblach, albo w miejscach typu Park Güell, Sagrada, Barrio Gótico czy nawet Born — przeszkadzają w samym chodzeniu, nie mówiąc już o jakimkolwiek napawaniu się atmosferą. A i atmosfera jest już inna. Nieprzyjazna, powiedziałbym. Do maja jest zimno. Od czerwca robi się nieznośnie gorąco. A od listopada znowu za zmino. W lipcu Pride, w sierpniu Circuit Festival — więc tłumy, tylko że teraz już nasze, gejowskie. Najbardziej popularna impreza to wtorek w parku wodnym na północ od miasta. Tak popularna, że teraz są już dwie — jedna dzienna, oryginalna, druga nocna. I tak przez ponad tydzień, codziennie impreza, czasem po dwie dziennie i nocnie. Nie wiem kto to wytrzymuje fizycznie, ale ktoś wyraźnie wytrzymuje, skoro to trwa od lat. Czy warto jechać? Może każdy ma taką mekkę, na jaką zasłużył. Ja bym jednak wybrał się poza szczytem sezonu, bo Barcelona bez tłumów to wciąż jest przyzwoite miasto na trzy dni. Trzy dni w Barcelonie Dzień 1 — bo temat numeru to plaże, więc zaczynamy od plaży. Mar Bella to THE plaża gejowska Barcelony. Do tego naturystyczna. Jeździsz tam nie tylko żeby się opalić, ale żeby widzieć i być widzianym — to wciąż działa, mimo lat. Jedno trzeba wiedzieć: na plażach w Barcelonie nie wolno teraz ani pić, ani palić, ani nawet puszczać muzyki. Bez przerwy przypominają o tym przez megafon. I w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu — teraz naprawdę wystawiają mandaty. Więc zabierz wodę, dyskrecję i tyle. Do 18:00 plaża, wieczorem tapas w narożnej knajpce na Eixample (od razu zobaczysz która jest gejowska), Boys Bar albo jeśli masz ocotę na cruising Night Barcelona po drugiej stronie ulicy. Pierwsza noc w Arenie — najlepiej czwartek albo piątek, wtedy jest najlepsza frekwencja. Pożno w nocy ustawia się kolejka do sauny Casanova — zwykle wtedy, gdy ludzie już wychodzą z dyskotek, ale jeszcze nie chce im się iść do domu Dzień 2: Rano Sagrada Família — jeśli akurat nie ma tłumów, bo bywają dni że jest zjawiskowa i dni że to festiwal wycieczkowiczów z parasolkami. W południe Barceloneta. Też gejowska, ale bardzo mieszana — można się rozebrać, tylko prawie nikt tego nie robi. Tu się przychodzi poleżeć, za to bliżej miasta, bez tej całej wyprawy jak na Mar Bellę. Wieczorem bary w Eixample: Candy Darling dla młodzieży, Punto BCN — tam się kiedyś chodziło na rozgrzewkę przed dyskotekami, dziś to wciąż dobry punkt startowy na wieczór — La Sastrería dla miłośników draga, Berlin Dark dla tych, którzy wolą od razu przejść do rzeczy. Kiedyś chodziło się również do Open Mind ale teraz jest tam zdecydowanie mniej akcji niż kiedyś. Dzień 3: Rano Montjuïc albo Park Güell. Chyba że cruising — wtedy Montjuïc lepiej zostawić na popołudnie (po lewej od Pałacu, ścieżki prowadzące w stronę Muzeum Archeologicznego). Lunch — pintxos na Blai. Cała ulica pełna kanapek. Ale jakich! Powrót. Praktycznie Z lotniska najszybciej Aerobus — na plac Hiszpański albo Kataloński, 7,75 € w jedną stronę, 30 minut. Praktycznie tyle samo co taksówką, jeśli mieszka się w Eixample albo w pobliżu. Najtaniej — autobus 46, też na plac Hiszpański. Eixample: metro Universitat albo Passeig de Gràcia. Mar Bella: metro Poblenou (L4). Najlepszy czas na wyjazd: maj-czerwiec, przed tłumami lipca, albo wrzesień.