Chuj. Mała rzecz, wielka sprawa
Sławek · 2026-11-02
Zacznijmy od liczb, bo tak będzie uczciwiej. Metaanaliza z 2015 roku, ponad piętnaście tysięcy zmierzonych mężczyzn (Veale i współpracownicy, "BJU International"): średnia długość penisa w wzwodzie to 13,1 centymetra. Trzynaście. Mniej więcej tyle co dłuższy długopis.
Na tym długopisie postawiono kapliczki, zbudowano kulty, stoczono tysiące wojen o ego i napisano pół psychoanalizy. Kurwa, żaden inny kawałek ciała nie ma takiego PR-u. Serce pompuje krew od urodzenia do śmierci i nikt mu nie stawia pomników. A ten ma wolne 95% doby i proszę, jaka kariera.
Najśmieszniejsze, że historia chuja to historia wielkiej zmiany zdania. Grecy, a znali się na pięknie, uważali że mały jest ładny. Duży był dla satyrów, barbarzyńców i głupków z komedii. U Arystofanesa w "Chmurach" cnotliwa młodzież ma wyrosnąć z małym penisem, bo mały znaczy panujący nad sobą. Spójrz na greckie posągi: boski, idealny, zgrabny... i wielkości orzecha. (Dover pisał o tym całe rozdziały, polecam, jeśli ktoś chce się poczuć lepiej albo gorzej, zależy od wyposażenia).
Dziś, w gejowskim świecie, zasada jest dokładnie odwrotna. Nie ma zbyt dużych. Są tylko zbyt małe. Otwórz dowolną aplikację i policz. Statystyka wygląda tak, że połowa męskiej populacji kłamie albo mierzy od pępka. Matematyka tu nie wygrywa, wygrywa marzenie.
Rzym poszedł jeszcze dalej niż my. Fascinum, czyli fallus jako amulet, wisiał nad drzwiami jak u nas podkowa. Dzieci nosiły go na szyi, żeby odpędzać złe oko. Dzwonki wietrzne w kształcie penisa, ze skrzydłami, nogami i dzwoneczkami. A w Pompejach, w Domu Wettiuszów, Priapus kładzie swojego na szalę wagi, a na drugiej leży worek monet. Dotąd nie widziałem lepszej metafory kapitalizmu.
I nagle, w którymś momencie, zrobiło się ciemno. Przed wyprawą na Sycylię w 415 roku p.n.e. ktoś w jedną noc poobtłukiwał w Atenach hermy, kamienne słupy z głową i... no właśnie. Wybuchła panika, procesy, głowy poleciały. Skandal, bo ruszono chuja. Wieki później Kościół zrobił to samo, tylko pędzlem. Po soborze trydenckim Daniele da Volterra domalował gatki nagim postaciom z "Sądu Ostatecznego" Michelangela i do końca życia nosił przezwisko Il Braghettone, czyli Gaciarz. Piękne, prawda? Mało kto dostaje od historii przydomek za malowanie majtek.
A teraz najlepsze. Zanim Kościół założył gacie, Renesans pokazywał genitalia Dzieciątka Jezus i Chrystusa wprost. Leo Steinberg napisał o tym całą książkę ("The Sexuality of Christ in Renaissance Art and Modern Oblivion", 1983): że to był argument teologiczny. Bóg naprawdę stał się człowiekiem, z całym wyposażeniem. Do tego Kościół przez wieki obchodził święto Obrzezania Pańskiego, a kilka świątyń w Europie przysięgało, że ma ten jedyny prawdziwy święty napletek. Potem przyszły przepaski na biodra i wierni mieli zobaczyć Zbawiciela, ale nie całego. Czy dlatego że był obrzezany? Czy żeby żaden wierny nie pomyślał sobie, że ma większego? Nie wiem. Nie wiem nawet, czy ktoś to wie. Ale pytania są dobre i zostawiam je tutaj.
Freud wymyślił penis envy i przypisał ją kobietom. Ja mam wrażenie, że kto komu zazdrości, to jest pytanie do panów. Wystarczy wejść do męskiej toalety. Heterycy, którzy przysięgają, że chuje ich nie obchodzą, zerkają w pisuarze jak wszyscy, a ten sam hetero potrafi być największym amatorem kobiet trans, tych z penisem. Nie rozstrzygam, co to znaczy. Zauważam. Z tym zerkaniem jesteśmy w jednej łódce, tylko my wiosłujemy bez udawania.
No więc, wracając do tematu: chuj jest czymś pomiędzy narzędziem, relikwią, skandalem i żartem. Raz rzeźbimy go z marmuru, raz kujemy. Raz jest mały i piękny, raz za mały i brzydki, a rzadko po prostu jest.
W tym miesiącu zajmiemy się nim z trzech stron. W pierwszym tekście o chuju jako obiekcie kultu: kapliczki, amulety, ikony i młotki. W drugim o tym, jak go powiększać (i czy w ogóle warto, i co z tego wynika dla głowy, bo ta jest ważniejsza niż długopis). Do tego tekst o chujocentryzmie: męskim pojmowaniu seksu, w którym liczy się tylko przyjemność jednego narządu i nikt nie pyta o resztę ciała ani o drugą osobę. Tych panów jest coraz więcej i nie wszyscy są hetero.
Czytajcie. Dyskutujcie. Mierzcie, jak chcecie, ale pamiętajcie, że i tak nikt tego nie sprawdzi.