1 września 1932 roku wszedł w życie kodeks karny, który uczynił Polskę jednym z pierwszych państw Europy Środkowej, gdzie stosunki homoseksualne przestały być przestępstwem. Nie wywalczyła tego żadna demonstracja. Nie zażądał tego żaden ruch społeczny. Decyzję podjęła garstka prawników i psychiatrów — nad głowami tych, których najbardziej dotyczyła. Trzy kodeksy, jedno państwo Przez czternaście lat po odzyskaniu niepodległości w Polsce obowiązywały jednocześnie trzy kodeksy karne odziedziczone po zaborcach — i wszystkie trzy karały za homoseksualizm. Rosyjski Kodeks Tagancewa (1903) w artykule 516 przewidywał: „Winny pederastji będzie karany zamknięciem w więzieniu na czas nie krótszy od miesięcy trzech". Niemiecki Strafgesetzbuch (1871), słynny paragraf 175, groził więzieniem za „przeciwny naturze nierząd" między mężczyznami. Austriacki kodeks (1852), artykuł 129, karał za „nierząd przeciwny naturze z osobą jednej płci". Na terenie dawnego Królestwa Kongresowego, gdzie obowiązywało prawo rosyjskie, mężczyzna mógł trafić do więzienia za to samo, za co na ziemiach byłego zaboru austriackiego — teoretycznie — kara groziła zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Chaos prawny był argumentem za reformą. Ale reforma poszła dalej, niż ktokolwiek się spodziewał. Komisja, która zmieniła prawo Prace nad nowym kodeksem karnym trwały dziesięć lat. Kierował nimi prof. Juliusz Makarewicz z Uniwersytetu Lwowskiego, zwolennik socjologicznej szkoły prawa karnego Franza von Liszta. W tej tradycji nie pytano: „co zrobił przestępca?", lecz „kim jest przestępca?". To przesunięcie perspektywy — z czynu na osobę — okazało się kluczowe. Psychiatra Jan Piltz przedstawił komisji case studies osób homoseksualnych, argumentując, że homoseksualizm to stan wrodzony, nie wybór. Twierdził, że „obowiązujące prawo nie odpowiada współczesnej wiedzy psychiatrycznej". Komisja głosowała — 6 do 1 za dekryminalizacją . Argumenty komisji były pragmatyczne, nie empatyczne: Szantaż — kryminalizacja tworzyła pole do wymuszania pieniędzy od zamożnych mężczyzn homoseksualnych Dowody — zbieranie dowodów w sprawach intymnych było praktycznie niemożliwe Skandale — procesy demoralizowały społeczeństwo bardziej niż sam „występek" Eugenika — zmuszanie homoseksualistów do heteroseksualnych małżeństw było uważane za genetycznie niekorzystne (potomstwo miało „dziedziczyć skłonność") Do tego dochodził argument prestiżowy: młode państwo chciało nowoczesnego, wyróżniającego się prawodawstwa. Mogilnicki, członek komisji najbliższy Piłsudskiemu, obiecał Kongresowi Psychiatrów Polskich, że nowy kodeks nie będzie kryminalizować homoseksualności. Po zamachu majowym 1926 obóz sanacyjny miał wystarczająco dużo władzy, by ominąć debatę parlamentarną i opór Kościoła. Paradoks: reforma bez reformatorów To najbardziej uderzający aspekt polskiej dekryminalizacji. W Niemczech od lat 20. istniał silny ruch emancypacyjny — Magnus Hirschfeld, Wissenschaftlich-humanitäres Komitee, petycje do Reichstagu. Mimo to paragraf 175 przetrwał do 1969 roku (RFN) i 1968 (NRD). W Polsce nie istniał żaden zorganizowany ruch osób homoseksualnych . Żadna organizacja nie złożyła petycji. Żadna demonstracja nie żądała zmiany prawa. Jak pisze socjolog Łukasz Szulc: dekryminalizacja zaszła, „zanim prześladowania mogły zgromadzić queer community wokół sprawy prawnej". I paradoksalnie — brak aktywizmu ułatwił decyzję. Podjęła ją elitarna komisja ekspercka, bez publicznej kontestacji, bez kampanii prasowej za i przeciw. W Niemczech powtarzające się debaty parlamentarne blokowały analogiczną reformę przez dekady. Boy-Żeleński: obrońca z dystansem Tadeusz Boy-Żeleński — najgłośniejszy polski liberał dwudziestolecia — pisał o homoseksualistach w swoich felietonach i był jednym z pierwszych autorów emancypacyjnych tekstów na ten temat w Polsce. Ale — jak wykazał literaturoznawca Wojciech Śmieja w analizie „Boy i homoseksualizm" ( Teksty Drugie , 2008) — obraz homoseksualności w publicystyce Boya był wysoce stereotypowy , a jego teksty posługiwały się środkami językowymi tworzącymi wyraźny dystans między autorem a tematem. Boy postulował dekryminalizację — ale jako element szerszego programu liberalizacji obyczajów, obok antykoncepcji, prawa do rozwodu i sekularyzacji. Bronił zasady, nie ludzi. Temat homoseksualizmu traktował jako ciekawostkę obyczajową, którą wypadało omawiać w nowoczesnym społeczeństwie — nie jako sprawę egzystencjalną. W 1932 roku ukazał się pierwszy numer dodatku Wiadomości Literackich zatytułowany „Życie Świadome" , w którym Boy i Irena Krzywicka łamali kolejne tabu obyczajowe. Krzywicka napisała też przedmowę do polskiego wydania lesbijskiej powieści Radclyffe Hall Źródło samotności (1933). Trzy lata po kodeksie, w 1935, oboje współtworzyli Ligę Reformy Obyczajów — ale nie miała ona już wpływu na prawo karne. Milczenie zainteresowanych Międzywojenna Polska miała bogatą — choć ukrytą — kulturę homoseksualną. Karol Szymanowski , najwybitniejszy polski kompozytor epoki, był najbardziej otwarty: homoerotyczne wątki Króla Rogera były czytelne, a jego spalona powieść Efebos — według relacji — nie pozostawiała wątpliwości. Jarosław Iwaszkiewicz umieszczał homoerotyczne wątki w prozie, ale był daleki od emancypacji. Jan Lechoń dbał o kamuflaż i pozory. Maria Dąbrowska nie ukrywała orientacji w prywatnych kręgach, ale publicznie milczała. Żaden z nich nie angażował się w prace komisji kodyfikacyjnej. Żaden nie napisał petycji, nie wystąpił przed komisją, nie zabrał głosu publicznie w sprawie paragrafu. Reforma dotycząca ich życia przeszła bez ich udziału. Czesław Miłosz wspominał później, że w latach 30. homoseksualiści stanowili „najliczniejszą grupę" wśród jego przyjaciół — Zygmunt Mycielski, Szymanowski, Lechoń, malarz Józef Rajnfeld. Ale ta sieć artystyczna nie przekładała się na aktywizm. Czego kodeks NIE zmienił Kodeks Makarewicza zniósł karalność stosunków homoseksualnych — ale utrzymał penalizację homoseksualnej prostytucji (do 3 lat więzienia). To rozróżnienie między „konstytucjonalnym homoseksualistą" (chorym, więc niezawinionym) a prostytutką (występną z wyboru) było typowe dla ówczesnej myśli psychiatrycznej. Pełna dekryminalizacja nastąpiła dopiero 1 stycznia 1970 roku , gdy nowy kodeks karny (tzw. kodeks Andrejewa) usunął zapis o prostytucji homoseksualnej. Zaś pod koniec lat 20. warszawską „pederastję" tropiła VI Brygada Sanitarno-Obyczajowa policji. W 1927 roku zorganizowała obławę. Legalność nie oznaczała akceptacji. Gorzki epilog Mimo formalnej legalności od 1932 roku, w latach 1985–1987 Służba Bezpieczeństwa przeprowadziła Akcję „Hiacynt" — operację tworzenia kartoteki osób homoseksualnych. Zarejestrowano około 11 000 nazwisk. Ludzi wzywano na przesłuchania, grożono ujawnieniem w pracy i rodzinie. Formalnie legalni, praktycznie prześladowani. Kontekst: Polska, Dania, Urugwaj Polska (1932), Dania (1933), Urugwaj (1934) — trzy kraje dekryminalizujące w tym samym okresie, wszystkie pod wpływem tradycji Kodeksu Napoleona. Niemcy czekały do 1968/69. Wielka Brytania do 1967. Irlandia do 1993. Polska była jednym z najwcześniejszych krajów Europy Środkowej. Ale ta wczesność nie wynikała z postępowości społeczeństwa — wynikała z postępowości wąskiej elity eksperckiej, która miała wystarczająco dużo władzy, by podjąć decyzję bez pytania reszty. Dlaczego to ważne dziś Historia polskiej dekryminalizacji uczy kilku rzeczy jednocześnie. Że postęp prawny nie wymaga masowego poparcia — czasem wystarczy garstka ekspertów i sprzyjający układ polityczny. Że legalizacja nie oznacza akceptacji — między kodeksem 1932 a Akcją „Hiacynt" minęło ponad pół wieku formalnej legalności i codziennej wrogości. I że ci, których reforma najbardziej dotyczy, nie zawsze mają w niej głos. 1 września 1932 Polska zrobiła coś, na co Niemcy potrzebowały jeszcze 36 lat. Zrobiła to cicho, bez fanfar, decyzją komisji ekspertów. Osoby, których to dotyczyło, dowiedziały się z gazet. Źródła: Łukasz Szulc, Transnational Flows of Knowledge and the Legalisation of Homosexuality in Interwar Poland , Cambridge University Press; Wojciech Śmieja, Boy i homoseksualizm , Teksty Drugie 5/2008; IPN; dzieje.pl; demagog.org.pl; Human Dignity Trust. Skan oryginalnego Dziennika Ustaw (Dz.U. 1932 Nr 60, poz. 571): ISAP Sejm RP · Uniwersytet Jagielloński — Źródła Prawa Dawnego .