Często w dyskursie publicznym, a nawet w gabinetach terapeutycznych, spotykam się z narracją, że bycie osobą nieheteronormatywną lub transpłciową to ewolucyjny "ślepy zaułek". Skoro ewolucja polega na przekazywaniu genów, to dlaczego w każdej znanej nam kulturze, pod każdą szerokością geograficzną, rodzą się osoby LGBT+? Z metodologicznego punktu widzenia to zjawisko, które dawno powinno zostać "wymiecione" przez dobór naturalny. A jednak trwa. Dlaczego? Odpowiedź, którą podsuwa nam biologia ewolucyjna i antropologia, jest fascynująca i w tym wyjątkowym dniu – Dniu Cioci i Wujka – powinna wybrzmieć ze zdwojoną siłą. Hipoteza "Pomocnika w gnieździe" i altruizm krewniaczy W biologii istnieje koncepcja zwana dostosowaniem łącznym ( inclusive fitness ), wprowadzona przez wybitnego biologa ewolucyjnego, Williama Hamiltona. Ewolucji tak naprawdę nie obchodzi, czy to ty osobiście przekażesz swoje geny. Zależy jej na przetrwaniu puli genetycznej twojej rodziny. Badania, takie jak słynne analizy Paula Vaseya nad samoańską społecznością fa'afafine (osób o nienormatywnej tożsamości płciowej), pokazują zjawisko tzw. altruizmu krewniaczego . Osoby z tej społeczności wykazują znacznie wyższe niż przeciętnie zaangażowanie – emocjonalne, finansowe i czasowe – w opiekę nad swoimi siostrzeńcami i bratankami. Z perspektywy ewolucyjnej rachunek jest prosty: dzielisz ze swoim rodzeństwem połowę genów, a z ich dziećmi aż jedną czwartą. Angażując zasoby w potomstwo brata lub siostry (którego samemu się nie posiada i na które nie trzeba tych zasobów tracić), drastycznie zwiększasz szansę na ich przeżycie i sukces w grupie. Jako queerowe ciocie i wujkowie nie jesteście w rodzinie "dodatkiem". Ewolucyjnie rzecz biorąc, jesteście strategicznym buforem bezpieczeństwa, który plemię wykształciło, by zagwarantować przetrwanie najmłodszym. Alloparenting – dlaczego samotni rodzice to ewolucyjny absurd? Homo sapiens jest gatunkiem, który do wychowania potomstwa potrzebuje "wioski". Koncepcja nuklearnej rodziny (tylko mama i tata) to z punktu widzenia historii naszego gatunku bardzo świeży i, szczerze mówiąc, dość stresogenny wynalazek. Antropolodzy nazywają nasz model opieki alloparentingiem (współdzielonym rodzicielstwem). Rodzice biologiczni są często obciążeni chronicznym stresem, koniecznością zapewnienia fizycznego bytu i dyscypliny. Tutaj na scenę wkracza "trzecie oko" – zaangażowana ciocia lub wujek. Jako terapeuta pracujący z neuroatypowymi dorosłymi (ADHD, ASD), regularnie słyszę w gabinecie: "Moi rodzice mnie nie rozumieli, chcieli, żebym był normalny. Ale była ciocia/był wujek, u których czułem, że mogę być sobą" . Osoby LGBT+ w rodzinach wnoszą coś, co w psychoterapii ericksonowskiej nazywamy elastycznością poznawczą . Przechodząc własną, często trudną drogę do samostanowienia, dekonstruując normy płciowe czy relacyjne, uczycie się tolerancji na niejednoznaczność. Macie wyższą gotowość do akceptowania dzieci takich, jakimi są, a nie takimi, jakimi "powinny" być według społecznego sztancy. Dla dzieci queerowych, ale także tych neurodivergentnych, bycie zauważonym i zwalidowanym przez nieoceniającą ciocię lub wujka jest czynnikiem chroniącym przed depresją i zaburzeniami osobowości w dorosłości. Plemię potrzebuje szamanów, innowatorów i mostów Zarówno neuroróżnorodność (jak ADHD, które w ewolucji premiowało odkrywców i czujnych myśliwych), jak i różnorodność seksualna oraz płciowa, utrzymują się w populacji, ponieważ zapewniają grupie adaptacyjną przewagę. Grupa złożona z samych identycznie myślących i zajętych wyłącznie własnym potomstwem osób jest bezbronna wobec zmian środowiskowych. Queerowi krewni historycznie pełnili (i pełnią nadal) funkcje rozjemców, innowatorów kulturowych, artystów i osób dbających o spójność stada poza wąskimi podziałami reprodukcyjnymi. Wasza perspektywa – bycia "pomiędzy" schematami, patrzenia na świat nieco pod prąd – to bezcenny zasób intelektualny dla waszych siostrzenic i bratanków, uczący ich krytycznego myślenia w pędzącym, skomplikowanym świecie. Cenna obecność Terapia ericksonowska opiera się na założeniu, że nikt z nas nie jest zepsuty. Wszystko, kim jesteśmy, ma swoje konstruktywne znaczenie, nawet jeśli otoczenie na początku tego nie rozumie. Obecność osób LGBT+ w ludzkich rodzinach to nie anomalia. To dowód na inteligencję natury. Dlatego w Dniu Cioci i Wujka, odbierając laurkę, rysunek albo po prostu spędzając czas z dziećmi z waszych rodzin, z wyboru czy z krwi, pamiętajcie o jednym. Jesteście tam, gdzie powinniście być. Jesteście ewolucyjnym arcydziełem altruizmu i opieki, bez którego nasz gatunek byłby nie tylko o wiele nudniejszy, ale prawdopodobnie o wiele gorzej by sobie poradził. Wszystkiego najlepszego z okazji Waszego święta!