Tak, ze dwa razy się nawet umówiłem. Raz w Egipcie — jak się potem okazało, ze znajomym znajomego, co jest tym zabawniejsze, że Egipt to nie Poznań i zakładasz, że w tym całym islamskim chaosie szansa na takie coś jest raczej bliska zeru. A drugi raz w Senegalu. Potem apka służyła mi głównie jako taki nieoficjalny wskaźnik ciotoprzyjazności regionu, w którym lądowałem. Odpaliłem, spojrzałem, zamknąłem. Kilkadziesiąt Hello — Indie. Zero zdjęć, wszystko schowane — Europa Wschodnia albo Arabowo. Nikt nie pisze — wróciłem do kraju. Ale wróćmy do Grindera. Bo to jest apka, która zabiła cruising. Kiedyś spotykało się nie wiadomo kogo, nie wiadomo skąd, kto nie wiadomo jak wyglądał i co miał. I właśnie o to chodziło. Całe napięcie, cała erotyka tej sytuacji brała się z tej konkretnej niewiedzy. Czekałeś, patrzyłeś, dawałeś sygnał, odbierałeś, albo nie. Ryzyko, adrenalina, przypadek. Teraz — zanim się spotkasz (a najczęściej i tak nie) — wiesz o gościu wszystko. Wiek, wzrost, wagę, HIV status, preferowaną rolę i to, że szuka kogoś "bez dramatu i szczerości przede wszystkim". Czy to jest sexy? Serio pytam. Bo mi to wygląda jak formularz ubezpieczeniowy. No chyba że szukasz kogoś nie na spotkanie, a na ślub. I tu dochodzimy do sedna. Podobno Polacy na Grindrze szukają najczęściej właśnie... związku. Stałego. Poważnego. Takiego na dobre i złe. Co jest, przyznajcie, absolutnie rozkoszną perwersją — apka stworzona do szybkiego seksu stała się w Polsce największą gejowską agencją matrymonialną. Nie wiem czy to skomentować śmiechem czy łzami. Może jedno i drugie. Może to jest właśnie nasz krajowy wkład w globalną kulturę gejowską — zdeprawowanie narzędzia deprawacji. A może to nie jest śmieszne wcale. Może to jest smutne w inny sposób. Może to znaczy, że te kilkadziesiąt lat tęczowych marszów, kilkanaście lat Grindera, i nadal — podstawowa, ludzka potrzeba znalezienia kogoś bliskiego nie jest zaspokojona. Że środowisko jest aż tak atomizowane, aż tak ukryte za ekranami i profilami, że nawet do ruchania trzeba formularza, a i tak kończy się pytaniem: "może coś z tego będzie?" Jedno pytanie zostawiam bez odpowiedzi, bo nie mam jej. Czy te apki są skuteczne? Ilu z was znalazło tam tego, kogo szukaliście? I jeśli tak — to czego nadal tam szukacie? Czytaj też: Apki randkowe LGBT: czy zamieniają nas w towar? oraz Uzależnienie od telefonu i samotność