Do kolumny porad napisała kobieta, której hetero znajomi nie wierzą, że jej mąż jest biseksualny — a nie "jeszcze nie wyoutowanym gejem". Ona i mąż mają otwarte małżeństwo: gdy są w podróży służbowej osobno, ona ma wolną rękę, on sypia z mężczyznami — a po powrocie wracają do siebie z pełnym zaangażowaniem, bardzo aktywnym seksualnie. Problem, jak pisze, nie jest w związku, tylko w reakcjach otoczenia: "Kiedy mówię, że jest bi, i słyszę śmiech, przewrócenie oczami albo protekcjonalne 'no jasne'". Nie jest, jak podkreśla, naiwną żoną przekonującą samą siebie — widzi na własne oczy, jak mąż wraca z randki z mężczyzną i kocha się z nią "jakby od tego zależało jego życie". Najbardziej wściekają ją nie wątpliwości, a protekcjonalny ton: wrażenie, że ludzie myślą "biedna, kiedyś to zrozumie" — i że musi bronić jednocześnie własnej inteligencji i orientacji męża. Terapeuta Jake Myers, prowadzący kolumnę "Ask Jake", odpowiada: to nie jej zadanie przekonywać innych, że biseksualność istnieje. Nazywa mechanizm, z którym się zderza, "niewidzialnością biseksualną" — tendencją do traktowania biseksualnych mężczyzn jako gejów, którzy po prostu nie dokończyli coming outu, jakby biseksualność była tylko przystankiem w drodze do "pełnego homo". Przywołuje realne dane Pew Research: 34% biseksualnych mężczyzn deklaruje większe przyciąganie do mężczyzn, 38% do kobiet, 28% po równo, a według nowszego badania Pew 77% mężczyzn bi w relacjach jest z kobietami. Jego diagnoza uprzedzenia jest bezlitosna: "Umawiasz się z kobietą — jesteś tak naprawdę hetero. Umawiasz się z mężczyzną — jesteś w 100% gejem. Musisz się całować jednocześnie z mężczyzną i kobietą, żeby ludzie ci uwierzyli?". Rada Myersa: nie trzeba nikogo przekonywać. Ona i mąż wiedzą, co jest prawdą w ich związku — a każda energia włożona w dowodzenie tego innym to milcząca zgoda na to, że czyjaś seksualność w ogóle podlega debacie. Dla ludzi, na których jej naprawdę zależy, warto może wytłumaczyć, że biseksualność nie jest "niedokończoną" homoseksualnością — dla reszty: niech myślą, co chcą. "Może niektóre z tych przewróceń oczami to tylko zazdrość" — kończy Myers, zauważając, że para znalazła sposób na czerpanie z tego, co ma do zaoferowania cały świat, nie tylko jedna jego połowa.