Z precyzją badacza odtwórzmy fakty opisane w mojej autobiografii „Tęczowy Koliber na Tyłku”. Zobaczmy, jak wyglądała ta przełomowa manifestacja w Polsce: W 1998 roku pracowałem w redakcji lokalnego magazynu kulturalno-społecznego "Puls Stolicy". Z Polskiej Agencji Prasowej dostaliśmy informację, że pod kolumną Zygmunta ma się odbyć pierwszy w Polsce happening osób homoseksualnych. Organizatorzy planowali, że w wydarzeniu weźmie udział dziesięć osób z zasłoniętymi twarzami, które będą trzymały kartki z nazwami zawodów. Na miejscu, na schodach pomnika, stało jedynie dwóch, nerwowo rozglądających się chłopaków. Zapytałem ich, gdzie jest reszta, na co usłyszałem odpowiedź, że chyba nikt więcej nie przyjdzie. Oddałem wtedy swojemu fotoreporterowi kurtkę i poprosiłem chłopaków o ciemne okulary, czapkę i chustkę, a następnie stanąłem razem z nimi. Na kartce zacząłem pisać: "Jestem dziennikarzem", ale z braku miejsca na zdjęciach widnieję z napisem: "Jestem dziennikarz". Następnego dnia moje zdjęcie ukazało się w "Gazecie Wyborczej". Wkrótce potem naczelny redaktor poinformował mnie, że nie mogę dłużej u niego pracować, ponieważ przekroczyłem granicę. Z punktu widzenia psychologii mniejszości, lęk osób, które nie przyszły na ten happening – obawiających się rozpoznania nawet pod maską – był całkowicie naturalną reakcją obronną. To klasyczny objaw stresu mniejszościowego. Ciągły wymóg monitorowania własnego wizerunku i ukrywania tożsamości prowadzi do przewlekłego napięcia emocjonalnego. U moich pacjentów, na przykład tych ukrywających cechy ADHD lub maskujących dysforię płciową ze strachu przed odrzuceniem, obserwuję podobny, destrukcyjny mechanizm: oddzielanie własnego "ja" od ugrzecznionej maski prezentowanej światu. W podejściu ericksonowskim zakładamy, że każdy pacjent dysponuje nieświadomymi zasobami pozwalającymi na przezwyciężenie impasu. Mój ówczesny impuls, by wyjść z ukrycia i dołączyć do tych dwóch chłopaków, był właśnie takim sięgnięciem po wewnętrzne zasoby – potrzebę spójności, autentyczności i sprzeciwu wobec lęku. Decyzja o coming oucie, podobnie jak udział w tamtym happeningu, ma często swoją wysoką cenę – dla mnie oznaczało to natychmiastową utratę pracy w redakcji. Jednak twarda, kliniczna metodologia dowodzi bezsprzecznie: życie w spójności z własną tożsamością w dłuższej perspektywie drastycznie obniża ryzyko depresji i stanów lękowych. Wypieranie własnego „ja” zawsze kończy się emocjonalnym bankructwem. Dziś, na łamach Gay.pl, zapraszam Was do psychologicznej refleksji nad tym, jakie maski sami nosicie na co dzień. Pamiętajcie, że w procesie terapeutycznym i życiowym Wasza autentyczność nie jest słabością – to Wasz najsilniejszy, udowodniony naukowo zasób.