Berlin świętował 48. Christopher Street Day. Setki tysięcy ludzi, tęczowe flagi, motto „Haltung ist hot" — postawa jest gorąca. A potem, chwilę przed 22:00, w park Tiergarten przy scenie głównej wjechał samochód. Zginęła kobieta. Szesnaście osób jest rannych, kilka walczy o życie. Kierowca uciekł. To miał być drugi dzień święta — berliński CSD po raz pierwszy rozłożony na cały weekend. Przez centrum stolicy przeszła gigantyczna parada, od Leipziger Straße w stronę Kolumny Zwycięstwa. Do popołudnia policja podsumowywała wszystko na plusie. Spokojnie, kolorowo, bez incydentów. Wieczór skończył to jednym uderzeniem. Według berlińskiej policji biały, mały samochód dostawczy wjechał w Tiergarten i z dużą prędkością przejechał przez alejkę pełną ludzi. Potrącił kilka osób i rozbił się o drzewo. Kierowca wysiadł i uciekł pieszo. Jedna osoba — kobieta — zmarła na miejscu mimo reanimacji. To potwierdziła policja nad ranem. Straż pożarna mówiła o „masowym zdarzeniu z wieloma poszkodowanymi". Ponad 150 ratowników, lądowisko dla helikopterów rozstawione przy Reichstagu, ciężko rannych transportowano do klinik z powietrza. Bilans na teraz: jedna ofiara śmiertelna, szesnaścioro rannych, z tego troje w stanie krytycznym, ośmioro ciężko. Poszukiwany 21-latek. Policja mówi o środowisku islamistycznym Berlińska policja podała nazwisko podejrzanego: Abdul B., 21 lat. Rysopis — szczupły, około 1,90 m wzrostu, czarne włosy, czarna bluza z kapturem, białe spodnie. Funkcjonariusze ostrzegają, że może być „uzbrojony i niebezpieczny", proszą, by go nie zaczepiać i dzwonić pod 110. Według policji mężczyzna jest „przypisywany do sceny islamistycznej". Trwa obława — najpierw miejska, teraz europejska. W akcji helikoptery, kamery termowizyjne przeczesujące park, jednostki specjalne na dworcach. Śledczy sprawdzają też, czy atak miał drugą fazę. Rzecznik policji Florian Nath mówił o relacjach świadków, którzy widzieli osoby z ranami kłutymi, a jeden z nich — mężczyznę w czerni z maczetą. Badane jest również, czy z auta wysiadła więcej niż jedna osoba. Uwaga: to na razie niepotwierdzone doniesienia, nie ustalenia. Motyw również nie jest oficjalnie ustalony — policja wiąże sprawcę z islamizmem, ale nie ogłosiła, czy CSD był celowo obranym celem. „Atak na nasze społeczeństwo" Reakcje przyszły szybko. Kanclerz Friedrich Merz napisał, że to „ohydny czyn": „Setki tysięcy ludzi z całego świata świętowały pokojowo na Christopher Street Day. To atak na nasze społeczeństwo." Zapowiedział ściganie sprawcy „z najwyższą surowością". Burmistrz Berlina Kai Wegner, który pojawił się na miejscu, mówił o „ataku na nasze wolne, otwarte społeczeństwo" i dodał: „Nie pozwolimy sobie odebrać naszego sposobu życia." Organizatorzy odwołali resztę wydarzeń. Minuty po wjechaniu auta ewakuowano teren przed sceną przy Bramie Brandenburskiej. „Wracajcie spokojnie i w porządku do domu. Unikajcie Kolumny Zwycięstwa i Tiergarten" — pisali w mediach społecznościowych. Miasto uruchomiło infolinię kryzysową dla szukających bliskich. Jedna ulica I tu rodzi się pytanie, którego nie da się uniknąć. Parada CSD od lat idzie tą samą osią — Straße des 17. Juni, od Kolumny Zwycięstwa prosto do Bramy Brandenburskiej. To jest dokładnie jedna ulica. Jedna prosta. Wiadomo z góry, którędy przejdą setki tysięcy ludzi i gdzie stanie scena. Na lotnisku nie przewieziesz więcej niż jednej zapalniczki. Butelka wody zostaje w koszu przed bramką. Zdejmujesz buty, pasek, wyciągasz laptopa. A imprezy masowej na jednej, znanej z wyprzedzeniem ulicy — z setkami tysięcy ludzi, w kraju, który samochód-jako-broń zna aż za dobrze — nie dało się zabezpieczyć tak, żeby dostawczak nie wjechał w tłum przy scenie. Barierki, słupki, ciężarówki w poprzek wjazdów. Rzeczy, które robi się dziś na każdym jarmarku bożonarodzeniowym po 2016 roku. Tu zabrakło. To nie jest mądrość po fakcie — to jedna ulica, którą trzeba było zamknąć na głucho. Gorzki kontekst Niemcy znają ten scenariusz aż za dobrze. Samochód jako broń wracał tu już kilka razy — jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w 2016, Magdeburg w 2024, Lipsk na początku tego roku. Za każdym razem inny sprawca, inny motyw, ten sam obraz: rozbite auto, koc ratunkowy, ludzie w szoku. Tym razem cios spadł akurat w dniu, którego całym sensem jest widoczność — żeby wyjść na ulicę i po prostu być. Setki tysięcy ludzi przeszły przez Berlin pod hasłem „Haltung ist hot", że postawa jest gorąca. A wieczorem dostały brutalne przypomnienie, po co ta postawa w ogóle jest potrzebna. Nie wiemy jeszcze wszystkiego. Podejrzany jest na wolności, śledztwo się dopiero rozkręca, część doniesień czeka na potwierdzenie. Wiemy tyle: ktoś poszedł świętować i nie wrócił do domu. Materiał będziemy aktualizować. Stan na: niedziela rano, 26 lipca 2026. Źródła: policja berlińska, rbb24, DW, n-tv.