Cruising to anglosaski termin na szukanie przygód seksualnych w przestrzeni publicznej — parkach, toaletach, plażach. Ma swoją kulturę, swoją geografię, swoją historię. Pikieta to co innego. Pikieta to było miejsce. Konkretne. Nasze. Zanim były bary, zanim były kluby, zanim był internet, zanim był Grindr — były pikiety. I nie chodzi tylko o seks, choć seks oczywiście był. Chodzi o to że to były pierwsze miejsca w Polsce gdzie gej mógł spotkać innego geja. Punkt na mapie. Forum — tylko na żywo, na świeżym powietrzu, bez rejestracji. Generacja wychowana na social mediach i apkach randkowych patrzy na to z góry. Brzydkie przyzwyczajenie starych dziadów. Coś przez co heteromatrix nie chce ich zaakceptować. Rozumiem ten odruch — naprawdę — ale on pokazuje przede wszystkim jedno: że nie wiecie o czym mówicie. Bo pikiety nie były reliktem zacofania. Były aktem odwagi. Wychodzić z domu w latach osiemdziesiątych, w dziewięćdziesiątych, i iść w konkretne miejsce wiedząc że możesz tam spotkać kogoś swojego — to wymagało odwagi. Pomimo milicji która robiła naloty. Pomimo napadów. Pomimo morderstw — a w latach dziewięćdziesiątych zdarzały się one na pikietach dość regularnie i dość brutalnie, jeśli ktoś chce sprawdzić. Ci ludzie tworzyli nasze miejsca zanim ktokolwiek pomyślał że można mieć lokal z tęczową flagą w witrynie. Anektowali przestrzeń heteromatrixu prawem zasiedzenia. Bez manifestów. Bez wniosków do urzędu. Po prostu — przyszli i zostali. I teraz jest zabawna rzecz. Ci sami ludzie którzy szukają historycznego uzasadnienia dla swojego istnienia — którzy słusznie mówią że historia LGBT+ jest zamiatana pod dywan, że nie uczymy się skąd pochodzimy, że mamy prawo do swojej przeszłości — ci sami ludzie z lekką ręką odrzucają pikiety jako coś wstydliwego. Jako coś do schowania. Coś o czym nie mówimy przy heterykach. No to macie historię. Tylko ta historia nie jest instagramowalna. Mam do Repliki oraz do wszystkich którzy podchwycili temat jedno pytanie — skąd ten pośpiech żeby przykryć polskie słowo angielskim? Cruising brzmi lepiej? Bardziej queerowo? Mniej związany z konkretnym miejscem i konkretną historią? Bo właśnie o to mi chodzi. Pikieta jest zakorzeniona. Cruising jest ogólny, czysty, bez historii napadów i milicji i tamtych konkretnych skwerów w tamtych konkretnych miastach. Łatwiej pisać o cruisingu. Trudniej pisać o piketach, bo pikiety mają kontekst którego nie znasz. I na koniec — bo muszę to powiedzieć wprost — jeśli nie korzystasz, nie korzystałeś/aś i nie zamierzasz, i na dodatek nie znasz historii o której piszesz: może nie komentuj. Dokładnie tak samo jak wy chcecie żeby heteryk nie komentował waszego stylu życia tylko dlatego że ma o nim opinię. Opinia bez wiedzy to nie jest głos w dyskusji. To jest szum. Pikiety były. Są. I zasługują na coś więcej niż anglojęzyczny eufemizm od ludzi którzy odkryli że istnieją dopiero gdy Replika napisała artykuł. Sławek Starosta PS Na zdjęciu pikieta na placu Trzech Krzyży, gdzie wedle legend koleżanki obciągały powstańców. Też historia