Za oknem robiło się już ciemniej. W oddali widać było już płonące nieregularne wzgórza Południowych Moraw pokryte na zboczach ciemnymi lasami sosnowo - świerkowymi, które powoli coraz bardziej przeradzały się w wyrastające gdzieniegdzie bloki mieszkalne. Większość z nich była odnowiona, jednak na pierwszy rzut oka można było rozpoznać socrealistyczną zabudowę. Ostatecznie autokar zajechał na dworzec autobusowy znajdujący się naprzeciw Grand Hotelu. Rozespany Patryk przyglądał się górującej nad miastem Katedrze św. Piotra i Pawła. Znajdowała się na wzgórzu katedralnym, któremu wysokością dorównywało tylko wzgórze zamku Spilberk. Mężczyźni opuścili pokład autobusu, odebrali bagaże i przeszli na drugą stronę dworca autobusowego, żeby poczekać na samochód, który zawiezie ich do mieszkania Kiliana. - Vítej doma! – rzucił Kilian. - Z tego, co zdążyłem zobaczyć to miasto bardzo podobnie do Wrocławia – odparł rzeczowo Patryk. - Tak, to prawda. Jakby nie patrzeć wciąż to zabudowa austro-węgierska. Ale mam nadzieję, że ci się spodoba. - Wierz mi, już mi się podoba... – dość enigmatycznie odparł blondyn. - Co byś powiedział, żeby zostawić bagaże w domu, trochę się odświeżyć i wyskoczyć na miasto? Wiem, że dzisiaj jest niedziela i ogólnie mało się dzieje, bo jutro ludzie wstają do pracy, ale chciałbym ci nieco pokazać. - Myślę, że to całkiem dobry pomysł! Trochę się wyspałem w autokarze i chyba, z tego co zauważyłem, ty także... - Oj tak, spałem jak dziecko! Potrzebowałem tego – Kilian wstrzymał głos na moment. – Dziękuję. - Za co? – zapytał zaskoczony Patryk. - Za to, że nie musiałem się o nic martwić w czasie podróży. - Ależ nie ma za co, piękny panie! Cała przyjemność po mojej stronie – młodszy ukłonił się teatralnie. Chwilę potem podjechał samochód. Zawiózł obu mężczyzn do oddalonej o dwa kilometry dzielnicy Zabdrovice. Okazało się, że Kilian mieszka dość blisko Willi Tugendhat, którą tak chciał zobaczyć Patryk, a która do tej pory pozostaje perłą architektury art noveau. Śródmieście było dość spokojne, wokół piętrzyły się pięknie odnowione kamienice. Miasto partycypuje w utrzymanie kamienicznych fasad, żeby te nie straszyły przechodniów, turystów i żeby nic nikomu nie spadło na głowę. Z głównej ulicy rozpościerał się widok na Spilberk, zamek, więzienie i warowny gród, wokół którego postawione zostało Brno. Miasto wciąż jeszcze miejscami było oświetlone czerwieniejącymi już promieniami słońca. - Ależ tu jest pięknie! – stwierdził Patryk, kiedy jechali przez Plac Morawski i koło Teatru Janacka – A ile tutaj jest parków! I to w ścisłym centrum miasta! - To prawda, za to właśnie lubię Brno. Nie jest całkowicie zabetonowane. Są miejsca, które są praktycznie całkowicie naturalne. Mamy przecież w obrębie miasta lasy! - Musimy tam pójść! – entuzjastycznie rzucił blondyn i z uśmiechem spojrzał wielkimi głęboko zielonymi oczami na swojego towarzysza podróży oraz gospodarza. - Z pewnością znajdziemy czas na pójście do lasu – odparł dość enigmatycznie Kilian. Wreszcie zajechali pod wysoką, modernistycznie odnowioną kamienicę z wysokimi oknami oraz delikatnie kremową fasadą. Znajdowała się ona przy jednej z bocznych uliczek. Starszy z mężczyzn uregulował rachunek i wysiadł zaraz po Patryku, który stał i z otwartymi ustami wpatrywał się w kamienicę przed nim. - Tutaj mieszkasz? – w końcu zapytał, wciąż nie odrywając wzroku od budynku. - Owszem, tutaj mam swój apartament. Zapraszam do środka. Przeszli przez masywną drewnianą bramę, za którą znajdował się jasny korytarz z delikatnymi pastelowymi freskami na ścianach i secesyjnymi żyrandolami. Na końcu korytarza znajdowało się przeszklone wyjście na zadbany dziedziniec, na którym były ławki, fontanna oraz drzewa w donicach. W połowie korytarza po prawej stronie rozpoczynała się ciemna dębowa klatka schodowa, a po lewej stał szyb windy. Obaj mężczyźni wsiedli właśnie do windy. Kilian wcisnął przycisk z numerem 4. Było to ostatnie piętro kamienicy, które od zewnątrz charakteryzowało się zaokrąglonym wykuszem oraz attyką u szczytu fasady. Winda zatrzymała się praktycznie u samych drzwi wejściowych do mieszkania. Kilian sięgnął klucze i otworzył zdobione drewniane drzwi. Wszedł do mieszkania i zapalił światło. - Zapraszam na salony! – wskazał ręką Patrykowi wejście. Ten wszedł do korytarza i stanął jak wryty. Przed nim znajdował się dość pokaźnych rozmiarów aneks kuchenny wykończony marmurowym blatem, z szafkami w kolorze czerni, wykończonymi złotymi detalami. Wszystko wisiało na głęboko burgundowych ścianach. Pod sufitem, znajdującym się cztery metry nad podłogą wyraźnie rysowały się pozłacane patyną sztukaterie. W połowie przeciwległej ściany stały dwuskrzydłowe drzwi, za którymi znajdowało się coś na wzór małej, bo około stu metrowej sali balowej utrzymanej w austriackim stylu – do jednej trzeciej wysokości znajdowały się drewniane lamperie, które przechodziły w zwykłą ścianę pomalowaną na kremowo, by na suficie ponownie zamienić się w ciężkie, podbite belkami, suto rzeźbione kasetony. W przeciwległym, lewym rogu stały żeliwne schody kręcone, wychodzące na taras leżący na dachu. Z aneksu kuchennego, po lewej stronie można było przejść do pokaźnej sypialni, w której stała – oddzielona szklaną ścianką – łazienka. W sumie mieszkanie, złączone prawdopodobnie z obu na piętrze liczyło nieco ponad sto osiemdziesiąt metrów kwadratowych, plus piętnaście na dachu. Utrzymane było w dużej mierze w stylu klasycystycznym z nieoczywistymi nowoczesnymi detalami, jak właśnie meble, czy łazienka. W sypialni koloru głębokiej butelkowej zieleni, pod wysokimi oknami stało szerokie, kute łóżko. W rogu znajdowała się nowoczesna szafa z podświetlanym lustrem, a bliżej drzwi do sypialni – pikowany szezlong na giętej ramie. Sala balowa służyła również za studio fotograficzne. W prawym rogu znajdowały się ukryte w ścianie drzwi do ciemni, która – na czas imprez – stawała się także magazynem na sprzęt fotograficzny. Gdyby nie wystająca gałka klamki byłyby one praktycznie niezauważalne. W aneksie znajdował się też mały, czteroosobowy stół z krzesłami i narożnik. Nie było jednak telewizora – na okna można było opuścić ekran do podwieszonego pod sufitem projektora. Kiedy był on jednak zwinięty z mieszkania rozpościerał się widok na oba najwyższe wzgórza Brna. - To mieszkanie jest cudowne! – Patryk nie mógł przestać go zwiedzać. - Jest piękne. Bardzo dużo czasu mu poświęciłem, żeby przywrócić ten stan. Jest też niesamowicie puste. Tak sobie myślę... chcesz się może po tej podróży wykąpać? Czy od razu iść na miasto? Czy może chcesz zostać? Totalnie to zrozumiem, trochę już jesteśmy w podróży, więc możemy też odpocząć. - Obaj macie wiele do zaoferowania – stwierdził Patryk, a Kilian spojrzał pytająco. – No ty i to miasto! – zaśmiał się. - Aaa, no fakt... masz przed sobą mocne alternatywy, ale na żadne rozwiązanie nie naciskam. Powiem tylko, że w piwnicy mam znakomite okoliczne wina. - Osz ty! Wiesz, jak zbałamucić młodych chłopców! – Patryk ponownie się zaśmiał, próbując jednocześnie zrobić groźną minę. - Ależ, co ty opowiadasz, młody człowieku! – Kilian odparł dość teatralnie – Dam ci ręcznik i zostawię. Możesz się iść wykąpać, a ja w tym czasie skoczę na dół po wino. Może tak być? - Jasna sprawa! Wracaj szybko, bo inaczej ucieknę z co cenniejszymi okazami! - Nie uciekniesz – uciął tą rozmowę brunet dość tajemniczo – tutaj masz ręcznik, prysznic jest w sypialni, jak zdążyłeś zauważyć. No, ja idę i jestem za chwilę. Kilian zamknął za sobą drzwi i zjechał windą na poziom -1. Wszedł do oświetlonej ukrytymi kinkietami ceglanej piwnicy. O dziwo nie była ona wilgotna, a w miarę nawet ciepła. Otworzył swoją komórkę, by z romboidalnej półki wyciągnąć dwie mocno zakurzone butelki czerwonego wina. - Te chyba będą idealne – spojrzał na nie z odległości wyciągniętych przed siebie ramion. – Tak, zdecydowanie te będą dobre. Zamknął drzwiczki i wrócił do windy. Wjechał ponownie na czwarte piętro, otworzył drzwi i stanął jak wryty. Przed nim w połowie drogi do kuchni stał nieco jeszcze ociekający wodą z włosów Patryk, przewiązany tylko ręcznikiem. Teraz okazało się, że pod tą przydużą kurtką ukryte było dość dobrze zbudowane, ale nie przesadzone jasne, gładkie ciało, a obszerne bojówki ukrywały kształtne, prawie kolarskie łydki. Na twarzy nieco przykrytej włosami malował się wyraz zaskoczenia. - Szybko wróciłeś... – blondyn stał i patrzył na Kiliana, który prawie upuścił butelki – mam coś na twarzy? - N-nie, na twarzy nie, nie masz nic. Napijesz się wina? – Kilian wydawał się być rozgorączkowany. Patryk podszedł do niego i chwycił za rękę. Następnie położył sobie jego dłoń na swojej piersi. - Uspokój się. Dawno z nikim nie byłeś, prawda? Nie bój się mnie, uczuć, siebie, zdarzeń. Rzeczy nie dzieją się bez potrzeby. Wszystko dokądś zmierza – uniósł jego dłoń do swoich ust i w milczeniu zaczął ją całować po wewnętrznej stronie i przykładać do policzka. – Tak, ja też dawno nikogo nie miałem. Albo nie traktowałem jakbym miał. Tak, też potrzebuję miłości. Tak, nauczyłem się rozmawiać bardzo bezpośrednio o moich uczuciach. W tym pomogła mi Magda. - Dawno...nigdy nikt do mnie tak nie mówił – Kilian wydawał się być spokojniejszy. Patrzył się głęboko w oczy Patryka. Ich twarze zbliżały się do siebie. Nic nie było w stanie zakłócić tej chwili. Ich usta spotkały się wreszcie, a dłoń bruneta powędrowała w wilgotne jasno słomkowe włosy. Pójść krok dalej, albo kilka kroków? Nie będzie to za szybko? Może poprzestaniemy na tym...ach, trwaj chwilo! Myśli starszego kotłowały się, by w końcu ulecieć. W końcu Patryk położył swoją głowę na ramieniu wyższego od siebie Kiliana i zwyczajnie się przytulił. Trwali w tej pozycji przez jakiś czas. Starszy wciąż gładził jasne mokre włosy swoją dłonią. - Chciałbyś może wina? Przyniosłem z piwnicy...mam nadzieję, idealne na dzisiejszy wieczór. Jeden z ostatnich letnich wieczorów na Południowych Morawach – zaczął nieśmiało brunet. - Z miłą chęcią się napiję. Daj mi tylko coś na siebie włożyć – zaśmiał się blondyn. - No, skoro musisz... - E-e, e-e, - pogroził żartobliwie palcem Patryk – nie tak szybko! Właściwie spodobało się to Kilianowi, że jego gość nie odkrył przed nim wszystkiego od razu. Był pewien, że chce coraz lepiej poznawać tego młodego, zaproszonego do siebie człowieka. Bał się oczywiście faktu, że miał na to tylko miesiąc i bał się również z tego powodu zaangażować w tą relację, ale jednak gdzieś w głębi żywił nadzieję, że Patryk zostanie w Brnie, że będzie chciał sobie tutaj budować nowe życie. Bo przecież jakie życie czeka go w Polsce? Tam będzie tylko coraz gorzej dla ludzi takich, jak oni. Mam miesiąc, żeby przekonać go do zostania tutaj. Ze studiami nie będzie problemu, zna czeski, pracę też będzie mieć dobrą. A ja... wreszcie nie będę samotny... Boże, jakie to egoistyczne… Czytaj dalej: Więcej niż spojrzenie — cz. 3 (poprzednia część: cz. 1 )