Więcej niż spojrzenie - cz. 7
Jacek · 2026-11-02
Mężczyźni opuścili łazienkę i poszli do pokoju. Ubrali się w coś luźnego i poszli na zaplecze.
- O panie, ładnyś tutaj syf zostawił! – Patryk rzucił po otwarciu przez Kiliana drzwi.
- No…nie miałem czasu… - spojrzał na bałagan, który wydawał mu się jednak mniejszy i podrapał się po głowie.
- No nic, wbijamy.
Obaj weszli i zaczęli układać lampy oraz statywy. Na szerszej ścianie wisiały tła, które trzeba było uporządkować na gładkie i z deseniem. W narożnej szafce zamykanej na klucz znajdowały się również aparaty oraz obiektywy. Pod długim stołem stały baniaki z płynami do wywoływania oraz kuwety, które również należało ułożyć. Posprzątanie pomieszczenia zajęło im prawie dwie godziny, ale wszystko miało swoje miejsce. Patryk w międzyczasie zamontował kupione wcześniej przez Kiliana uchwyty do statywów oraz lamp, czym zdecydowanie zaimponował starszemu.
- No, wygląda tutaj wreszcie tak jak miało – stwierdził brunet chwytając się pod boki.
- Nie da ukryć, że mamy tu porządek… - potwierdził Patryk, a na słowo mamy Kilian poczuł, że coś w nim drgnęło.
- To prawda, mamy tutaj porządek – stwierdził, a Patryk wyczuł tą aluzję. Zbliżył się do swojego gospodarza i pocałował go. Opuścili pomieszczenie.
- Jutro podczas naszej nieobecności przyjdzie sprzątaczka do reszty mieszkania. Chciałbym, żebyś się jeszcze dzisiaj wypakował. Zrobiłem Ci wczoraj miejsce w szafie.
- O, no proszę. Tego się nie spodziewałem. Chodźmy zatem, to od razu pokażesz mi co mogę zająć – Patryk lekko się zmieszał
- Jasna sprawa!
Udali się do sypialni i rozłożyli rzeczy z plecaka nowoprzybyłego do szafy. Poszło dość sprawnie, jako że Patryk nie miał ich zbyt dużo. Kilian odebrał telefon, który właśnie do niego dzwonił
- Dobry den, pane Vesely…jo…jo, jasne, neni problem! Moc dekuji! – zakończył dość krótką rozmowę Kilian z uśmiechem na twarzy – Dobrze. Jutro nie musimy się spieszyć. Chcą zrobić te zdjęcia koło południa, jako że poranek ma być dość kiepski pogodowo, więc możemy się wyleżeć w łóżku. Musimy tylko uszykować sprzęt. A dzisiaj… może jakiś film? – Kilian kliknął na pilot i włączył tym samym smooth jazz na dobry początek wieczoru.
- Czemu nie? Polecasz coś?
- Zobaczymy co jest na Netflixie. Jakie kino lubisz?
- Przygodowe, kryminalne, niekiedy kostiumowe, musicale… - zamyślił się Patryk – ogólnie nie jestem wybredny. A ty? Co lubisz oglądać?
- Hm…głównie stare polskie i zagraniczne kino. Mówiąc stare mam tutaj na myśli kino z lat międzywojnia, ale również wczesne powojenne amerykańskie kino. Ale oprócz tego również przygodowe, romantyczne…
- Romantyczne? – zapytał zawadiacko młodzian.
- Tak, a co? Nie spodziewałbyś się? – odparł z szelmowskim uśmiechem Kilian.
- No szczerze powiedziawszy… to właśnie chyba nie… chociaż? Jak to człowiek nigdy nie wie…
- A, to prawda. Szczerze ci powiem, że generalnie pociągowych rozmówców raczej ignoruję, bo zazwyczaj człowiek pogada, a potem się ich drogi rozchodzą. A tutaj takie zaskoczenie… - fotograf teatralnie odchylił się do tyłu przenosząc ciężar ciała na tylną nogę i zmierzył Patryka od góry do dołu.
- No żebyś pan wiedział, żebyś wiedział! – młodszy mężczyzna zabrzmiał jak rasowy sprzedawca używanych samochodów. Gdzieś z tyłu głowy jednak wciąż słyszał głos ciotki na temat wyczucia do ludzi. Nie wiedział o co dokładnie chodzi, ale starał się nie dawać po sobie tego poznać.
- O co chodzi? – zapytał nagle Kilian.
- Jak to? O nic… - odparł wyrwany z zamysłu Patryk.
- Widzę, że coś jest nie tak, twoje oczy stały się błotniście zielone.
- O, to aż tak idzie to poznać? – W tym momencie serce kilianowego gościa podskoczyło do gardła z radości, że właściwie ktoś się o niego martwi i potrafi go obserwować.
- Szybko się uczę. Więc? Co się dzieje?
- Bo zastanawiam się co Magda mogła mieć na myśli…- przerwał w pół zdania, jako że w tym momencie gospodarz przytulił go z całej siły.
- Nie martw się, przecież to raczej nie będą złe wieści, nie uważasz?
- Szczerze powiedziawszy…nie mam pojęcia czego się spodziewać. A może po prostu tak powiedziała?
- Może po prostu tak powiedziała – powtórzył gospodarz przykładając głowę niższego od siebie mężczyzny do ramienia – Jesteś wspaniałym człowiekiem. Dobrym, uczynnym, posłusznym…
- Cieszę się, że jechaliśmy tym samym pociągiem.
- Ja również. Nawet nie wiesz jak bardzo – Kilian zaczął się powoli kołysać z przytulonym Patrykiem w rytm muzyki. Złote promienie słońca rozświetliły wnętrze mieszkania oraz Sali. Przez chwilę właścicielowi mieszkania zdawało się, że kolory są żywsze niż zazwyczaj, że świat zrobił się wyraźniejszy i jaśniejszy. Nie wiedział jednak czy to za sprawą słońca, czy jednak mężczyzny w jego ramionach. Wiedział jednak, że chciałby żeby to mieszkanie nabrało duszy, a nie było tylko pustą skorupą z cegieł i tynku. Miał wrażenie jednak, że ta dusza właśnie pozostawała w tej chwili w jego rękach. Zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo infantylne i niedojrzałe byłoby powiedzenie tych dwóch słów niespełna dobę od poznania się. Może to tylko zauroczenie i pewnego dnia wszystko pryśnie jak bańka mydlana? Nie…odpuść sobie te głupoty. Daj myślom płynąć, szczególnie w takiej chwili…
Mężczyźni przez chwilę jeszcze się tak kołysali. W końcu Kilian delikatnie uniósł podbródek mężczyzny w jego ramionach. Spojrzał na jego twarz i lekko mokrawe, soczyście zielone oczy.
- No, właśnie o to chodzi. Takiego cię lubię – stwierdził i ponownie przytulił jego głowę do ramienia po czym pocałował w głowę. Muzyka sama ich kołysała i trwali w tym delikatnym tańcu jeszcze dłuższą chwilę. Następnie poszli do salonu, żeby obejrzeć wspólnie wybrany polski film z 1937 roku Piętro wyżej z Eugeniuszem Bodo. Obaj entuzjastycznie komentowali kolejne sceny, ale również międzywojenny montaż filmowy.
- Jesteś może głodny? – zapytał Kilian.
- Wiesz? Z chęcią bym coś przekąsił – odparł spod ramienia wciąż przytulony Patryk.
- Na co miałbyś ochotę?
- Hmmm…- jego ręka z ramienia zaczęła powoli zsuwać się po klatce piersiowej i brzuchu coraz niżej.
- Ooo nie, daj mi odpocząć…
- No przecież żartuję! – zaśmiał się młodszy – A może nie? No dobrze, mam ochotę na coś lekkiego. Jakaś sałatka? I chętnie zjadłbym na tarasie.
- Oj tak, pogoda jest tak przyjemna, że jest to idealny pomysł. Ponadto z tarasu będzie jeszcze widać ostatnie promienie słońca. Co powiesz na makaron carbonara?
- O tak, bardzo chętnie! – Patryk zawołał radośnie.
- Pomożesz mi?
- Jeszcze pytasz?!
Mężczyźni przenieśli się bliżej aneksu. Przygotowanie jedzenia zajęło im około dwudziestu minut. Kilian wziął również wino stojące obok lodówki oraz kieliszki. Obaj mężczyźni przeszli przez studio w kierunku schodów. Po wyjściu przez drzwi Patrykowi ukazał się drewniany taras kryty materiałową markizą rozciągniętą na drewnianych belkach, na których wisiały również lampki rozwieszone od jednej do drugiej belki. Pod materiałem stał stolik ze szklanym blatem oraz cztery krzesła. Patryk odłożył talerze oraz sztućce, natomiast Kilian postawił kieliszki i wino.
- To wygląda jak randka z marzeń – stwierdził Patryk.
- No cóż, tylko od nas to zależy…ale faktycznie tak to wygląda. Smacznego! – powiedział brunet siadając przy stole.
- Wzajemnie! – odparł Patryk biorąc pierwszy widelec makaronu do ust – Jakie to jest pyszne!
- Zrobione z miłością! – Kilian uśmiechnął się ciepło.
- Oj tak, zdecydowanie.
Mężczyźni jedli praktycznie się nie odzywając. W pewnym momencie Patryk jednak przełamał ciszę.
- Będę musiał jutro wcześniej wyjść, znaczy się przed naszymi zdjęciami. Naturalnie wrócę tutaj, żeby pomóc ci z zapakowaniem się do samochodu.
- Dobrze, nie ma problemu. Mogę jednak wiedzieć gdzie cię ciągnie?
- Mam dość ważną sprawę do załatwienia na mieście. Mam nadzieję, że nie jest to problem.
- W żadnym wypadku.
Po posiłku obaj mężczyźni jeszcze zostali na tarasie, żeby dopić butelkę wina oraz obserwować zachodzące słońce. Widok ponad kamienicami był piękny. Czerwone dachówki oblane były jeszcze złotymi promieniami, Spilberk górował nad miastem, a drzewa w dali zaczęły się już czerwienić. Zdecydowanie szła już jesień. Mimo ciepłej pogody czuć już było chłodniejsze powiewy północnego wiatru.
- Pięknie… - stwierdził Patryk.
- Prawda? To miasto ma swój urok. Nie jest największe, nie ma tutaj masy ludzi, ale to właśnie tworzy jego atmosferę. I te wzgórza, które je tak cudnie okalają. No jest cudnie…no nic, wypite, zjedzone, trzeba iść szykować sprzęt na jutro.
Mężczyźni wstali, pozbierali naczynia i zeszli wąskimi schodami do mieszkania. Kilian włożył je do zmywarki i poszli do niedawno posprzątanej ciemni, żeby zebrać potrzebne rzeczy.
- Zatem, blendy białe, statywy, uchwyty, obiektyw do makro i aparat – wyliczył fotograf i spojrzał na swojego gościa - Bierzesz swój również?
- A mam zabrać?
- Pewnie, dlaczego nie?
- No dobrze, to idę go spakować.
Kilian w tym czasie schował swój aparat oraz obiektywy do metalowej walizki wyłożonej gąbką, składane blendy schował do worka i powiesił go na statywie z zamontowanym już uchwytem.
- Dobrze, jesteśmy gotowi. To co? Idziemy gdzieś, zostajemy w domu, oglądamy film? – zapytał gospodarz
- Na początku faktycznie myślałem o filmie, ale po tym przecudnym tańcu i kolacji oraz winie… sam nie wiem co robić.
- Nie chcę cię ograniczać. Ja tu już trochę mieszkam, ty tu jesteś dopiero drugi dzień. Nie powinno cię nosić, żeby zobaczyć wszystko od razu?
- Wierz mi, że gdzieś w środku mam taką ochotę…
- Wiem! Zbieraj się, ja zamawiam ubera! – Kilian miał przebłysk.
- Ale gdzie?
- Niespodzianka! Weź coś ciepłego ze sobą tylko.
Patryk poszedł do sypialni po kurtkę moro i nieco bardziej jesienne buty, które właściwie miał przygotowane na zbiory winogron. Kilian w tym czasie wziął sweter, a do skórzanego plecaka włożył niepostrzeżenie dwie butelki wina oraz zawinięte w koc kieliszki. Oprócz tego zapakował tam kupione wcześniej na zakupach sery.
Obaj wyszli i zjechali windą. Samochód podjechał chwilę potem. Wieczór był delikatnie wietrzny, ale wciąż ciepły. Dni jednak kończyły się już szybciej, słońce nie świeciło już takim wyraźnym światłem, było nieco wypłowiałe, a noce bywały zimne. Patryk przez okno podziwiał miasto, w którym wciąż tyle było do zobaczenia. Nie wiedział, gdzie jadą, co będą robić, jednak ufał swojemu gospodarzowi. Jechali przez szarzejący już las. W radiu akurat leciała jakaś country ballada w języku czeskim bardzo pasująca do otoczenia. Po kilku minutach samochód zatrzymał się na parkingu leśnym. Kilian podziękował kierowcy.
- Dobra, wysiadamy. Jesteśmy na miejscu – rzucił do współpasażera.
- Pojechaliśmy na nocną wędrówkę do lasu?
- Oj chłopaku, lepiej! Ale to zaraz zobaczysz! – Kilian wyszedł z samochodu i to samo uczynił Patryk. Kierowca odjechał, natomiast Patryk dojrzał gdzie są. Pojechali bowiem nad breński zbiornik retencyjny, który również służył za kąpielisko. Szli brukowaną ścieżką w stronę błyszczącej w dali wody. Znaleźli ustronne miejsce, gdzie Kilian rozłożył koc uważając na kieliszki, które postawił zresztą obok. Odstawił również wyciągnięte z plecaka wino.
- Aha! Czyli taka kontynuacja wieczoru! – rzucił radośnie Patryk.
- Tak sobie pomyślałem. To jest bardzo ładne miejsce i stwierdziłem, że być może zechcesz je zobaczyć nie tylko za dnia.
- Wspaniały pomysł. Tutaj jest piękne! Tak malowniczo…
- A jednego dnia możemy przepłynąć się do stojącego niedaleko zamku. Po Pryglu pływa tramwaj wodny – powiedział Kilian akurat otwierając wino – Życzy sobie?
- A i owszem, życzy, życzy! – podłapał Patryk. Kilian odstawił butelkę i zbliżył się do blondyna.
- Nie jest ci zimno?
- Nie, jeszcze nie, ale pewnie jeszcze będzie. Noce już się robią zimne…
- To prawda… - smutno odparł gospodarz wieczoru siadając na kocu. W tym momencie poczuł na swoim karku wilgotne od wina usta. Pochylił głowę do przodu i zamknął oczy. Patryk delikatnie całował go po obu stronach szyi w tym samym czasie inhalując się zapachem włosów starszego mężczyzny.
- Pięknie pachniesz… - wyszeptał.
- Dziękuję – Kilian podniósł głowę i obrócił ją w stronę Patryka, który zaczął go całować jego usta. Opadli na koc, a Patryk wszedł na Kiliana i całował go dalej. Po chwili się podniósł.
- Jesteś wspaniałym człowiekiem - stwierdził.
- Mam pytanie - zaczął starszy podkładając ręce pod głowę - zechcesz mi zdradzić swój jutrzejszy sekret?
- Pozwól, że zrobię to jutro, jak już będzie po wszystkim - odparł pogodnie student fotografii siedząc po turecku i patrząc na mężczyznę, który kiwał stopą opartą na kolanie drugiej nogi.
- No dobrze, niech stracę - zaśmiał się starszy. Patryk położył się obok i obaj wpatrywali się w gwiazdy. Nowoprzybyły pokazywał swojemu gospodarzowi kolejne gwiazdozbiory, które były bardzo dobrze widoczne na niebie przez brak chmur i zanieczyszczenia światłem miejskim. Kilian co jakiś czas spoglądał na swojego gościa i obserwował z jakim zapałem pokazuje mu kolejne gwiazdy.
Noc robiła się coraz chłodniejsza. Tafla wody leniwie falowała rozmazując ostre odbicie księżyca chociaż nie było żadnego wiatru.
- Wracamy? - zapytał Kilian.
- Myślę, że powolutku możemy się zbierać - Patryk zaczął pocierać dłońmi o przedramiona, dając znak, że jest mu już jednak zimno.
- To w takim razie zamawiam Ubera i jedziemy do domu - Kilian wyciągnął telefon i wykonał kilka gestów w aplikacji. - Będzie za dziesięć minut.
- To dobrze, bo faktycznie temperatura dość szybko spada - odparł Patryk biorąc łyk wina.
Mężczyźni spakowali się i ruszyli w kierunku miejsca spotkania z kierowcą. Poczekali jeszcze dwie minuty, po czym ten stawił się po nich i ruszyli w kierunku mieszkania Kiliana. Droga minęła dość szybko ze względu na brak zatłoczenia w mieście - jakby nie patrzeć Czesi w nocy faktycznie śpią w oczekiwaniu na kolejny pracowity dzień. Po piętnastu minutach samochód stanął pod kamienicą na obrzeżach centrum. Pasażerowie podziękowali i opuścili samochód. Tradycyjnie gospodarz otworzył drzwi, po czym wsiedli do windy, by zakończyć podróż w mieszkaniu.
- Ojejku, jak ciepło! - rzucił Patryk.
- To prawda, w przeciwieństwie do tego, co jest za oknem… o patrz! - gospodarz spojrzał na zegarek - zrobiła się już pierwsza w nocy! To chyba najwyższa pora na sen! Dzisiejszy dzień był bardzo męczący, przynajmniej kiedy ma się trzydzieści lat.
Obaj mężczyźni udali się do sypialni, rozebrali się i położyli do łóżka. Patrzyli jeszcze sobie jakiś czas w oczy, po czym Patryk odpłynął, Kilian zgasił światło i przytulił go myśląc jeszcze o spędzonym razem dniu i o tym, że tak właśnie mogłoby wyglądać jego życie.