Kilian ostatecznie otworzył wino i odstawił je na blat, żeby nieco odetchnęło. - Tak sobie myślę...chcesz jutro zajść do pracowni i zobaczyć, jak wygląda moja ciemnia? Pokazałbym ci ją dzisiaj, ale jest cała zawalona sprzętem. Przed wyjazdem zrobiłem imprezę pożegnalną i nie zdążyłem wszystkiego rozstawić z powrotem po sali. - No ba! Z miłą chęcią pomogę ci ją odgruzować! – znów zaśmiał się Patryk. Kilian mógł na tą twarz patrzeć cały czas. Wciąż chciał go widzieć takiego uśmiechniętego. Wtedy jego oczy nabierają szmaragdowego koloru, pełnego blasku. - Chciałem cię już wcześniej o to zapytać. Wiesz o tym, że twoje oczy są idealnym wyznacznikiem twojego nastroju? Nigdy nigdzie i u nikogo nie widziałem takiej palety odcieni koloru zielonego jak u ciebie. - Zdarzyło mi się to już słyszeć. Nie wiem jednak, dlaczego tak jest. Ciocia Magda bardzo często zwracała na to uwagę. Mówiła, że moja babcia miała bardzo podobnie, z tym że jej oczy były pełne błękitów i szafirów. Nigdy też się nad tym jakoś bardziej nie zastanawiałem. Myślałem, że to normalne, ale jak widać nie do końca. - Absolutnie. Może władasz jakąś magią? – rzucił pełen powagi Kilian, po czym się zaśmiał radośnie i zaczął nalewać wino. - Och, wierz mi, czasem chciałbym władać magią – powiedział rozmarzony Patryk, odbierając kieliszek wina – Chciałbym być chwilami niewidzialny – ściszył nieco głos - szczególnie jak jestem na siłowni – zaśmiał się głośno. - Och ty, mały lubieżniku! - Tylko nie mały! – Obaj się zaśmiali – To wino jest wyśmienite! - Wyobraź sobie, że pochodzi i dojrzewa niedaleko stąd. Właśnie w Mikulowie. Tak się składa, że mój mały jego zapas powoli się uszczupla i trzeba będzie jechać do winnicy po nową partię. Teraz będzie bardzo słodkie i ciężkie. Lato było wyjątkowo urodzajne. - Hm, zakładam że uda mi się jakoś wmiksować na tą wycieczkę? - No, to się okaże! Jak zasłużysz, to myślę że nie będzie to problemem – Kilian spojrzał na Patryka, który zrobił najczulszą minę, na jaką go tylko było stać. – Och no! Niech będzie, zabiorę cię! Ale jeszcze nie wiem kiedy. - Nie ma problemu! Poczekam, ile trzeba! Mężczyźni przenieśli się na kanapę. Kilian w międzyczasie zrobił deskę serów i wędlin z tego, co zostało w lodówce przed wyjazdem. Okazało się, że było tego dość dużo i dość trwałe. - Bardzo się cieszę, że się poznaliśmy. Świat jest zadziwiającym miejscem. Czasem rzeczy dzieją się niezależnie od twojej woli, a potem się okazuje, że tak właśnie miało być. Bardzo też się cieszę, że mnie do siebie przyjąłeś i że chcesz dać mi okazję wykazać się w zawodzie. - Zadziwiasz mnie chwilami. Jesteś taki młody, a masz taką pewność siebie, tego co mówisz, robisz to w całkowicie przemyślany sposób, a przy tym jesteś tak spontaniczny! Chciałbym wiedzieć o ludzkim umyśle tyle, ile ty już w jakiś sposób się dowiedziałeś! - To nic trudnego! Wystarczy tylko poznać siebie i przyglądać się ludziom dookoła. Powinieneś, jako fotograf, doskonale o tym wiedzieć. Codziennie patrzymy na ludzi, sytuacje, zarówno przez obiektyw, jak i bez niego. Jesteśmy doskonałymi obserwatorami i powinniśmy lepiej niż inni odczytywać ludzkie emocje. Ale najpierw trzeba zacząć od siebie. Musisz poznać siebie samego. Najlepiej w tym pomaga cisza. Owszem, poznanie ludzi jest ważne, ale żeby robić to dobrze najpierw trzeba od nich uciec. Ja się tego nauczyłem w górach. Będąc zdany tylko na moją wiedzę o górach i o sobie radziłem sobie w przeróżnych sytuacjach. Tak samo było, jak zacząłem odkrywać swoją seksualność. Nie kombinowałem, że może jestem bi, albo że to chwilowe, ale też nie szalałem, że będzie mi ciężko i co powiedzą rodzice, albo ludzie. Od razu wiedziałem kim jestem i czego chcę od życia. A chcę spokoju i miłości. Ten spokój zapewniła mi... - Ciocia Magda – wtrącił Kilian. - Dokładnie. Ona też bardzo mi pomogła, jak już ci wspominałem, w odkrywaniu siebie. W pewnym sensie to ona mnie uformowała. Ona też zaraziła mnie pasją do aparatów. Miała je wszystkie po babci. - Tej babci? – brunetowi zaczęło coś świtać w głowie. - Tak...tej babci... – Patryk się zaciął i zamyślił – myślisz, że to może być jakoś połączone? – znów zawiesił głos – Niee, coś ty! - A wiesz, jak nie wiesz? Jutro dzwonisz do cioci Magdy i masz się wszystkiego dowiedzieć! – rzucił Kilian głosem nieznoszącym sprzeciwu. - No dobrze, już dobrze, zadzwonię – uśmiechnął się blondyn. – W każdym razie taka to moja historia. Jak chcesz mogę i ja tobie pomóc odkryć sobie siebie. A swoją drogą jak mam ci powiedzieć co dalej skoro jutro może mnie już tutaj nie być? Sam powiedziałeś, że jutro zobaczymy co ze mną dalej począć - Patryk uśmiechnął się szelmowsko. - Oj, głuptasie! Naprawdę myślałeś, że pozwolę ci się błąkać po hotelach? Jak masz mi pomagać w pracy kiedy będziesz gdzieś z drugiej strony miasta. Potraktuj to mieszkanie jako…hotel pracowniczy - zaśmiał się starszy. Po czym spoważniał - No dobrze, możemy spróbować z tym odkrywaniem, chociaż kilku terapeutów już próbowało... - Ja nie jestem terapeutą. Ale Magda zawsze nazywała mnie Obserwatorem. Może to jakaś nowa, nieznana odmiana terapeuty! – rzucił Patryk, po czym zaśmiał się w głos. - No, panie obserwatorze, zobaczymy co tam u mnie zaobserwujesz – powiedział zagadkowo Kilian. - Może to, że masz cudowne oczy? W zależności od światła twoje oczy przechodzą od lodowo-stalowego przez lazurowy aż do błękitu pruskiego. Jak jesteś zaskoczony albo zdenerwowany tracą blask i stają się chmurno-błękitne. Również głos. Jest taki głęboki, radiowy. Taki, rzec by się chciało, czeski. Pełen blasku i nieznoszący sprzeciwu, a przy tym łaskoczący najgłębsze ludzkie struny. Twoje dłonie. Pracowałeś z życiu fizycznie i nie boisz się tego okazywać. Masz zgrubienia na wnętrzach dłoni, które są szalenie podniecające. Przez nie są one szorstkie, a twój chwyt jest pewny. Jednak palce masz delikatne, długie i wąskie, niczym u skrzypka – Patryk wypowiadał te słowa praktycznie na jednym tchu. Kilian patrzył na niego niepewnie, jakby z jakimś lękiem w oczach. Patryk od razu to zauważył. – Przepraszam, jeżeli cię przestraszyłem, nie chciałem. Zapytałeś co widzę, więc opowiedziałem to, co zauważyłem na pierwszy rzut oka. Mam nadzieję, że nie uważasz, że jestem jakimś dziwakiem – blondyn spojrzał z zakłopotaniem na twarzy. - Nie, trochę mnie faktycznie uderzył sposób, w jaki to wszystko mówiłeś, jakbyś recytował, ale z drugiej strony było to bardzo przyjemne, usłyszeć o sobie tyle pochlebnych słów. Dziękuję. – Kilian znów zbliżył swoją głowę do twarzy Patryka. Całowali się jakiś czas. Patryk chwycił głowę Kiliana w dłonie, siadając na jego uda. Nie mogli się rozłączyć, aż w końcu blondyn się oderwał i odchylił. - Mam ochotę zobaczyć to miasto wieczorem, nawet nie wiesz jak bardzo. Wyjść i zobaczyć co się da! Jestem w Brnie! – jego entuzjazm rósł z każdą sekundą. - To dawaj! Zbieramy się i idziemy w miasto! – Kilian bardzo szybko podłapał ten entuzjazm. Obaj ubrali się w jakieś lepsze ciuchy. Patryk miał okazję zobaczyć fantastycznie zbudowane ciało Kiliana, z lekkim, ale przyciętym zarostem na opalonej klatce piersiowej. Było dość dobrze umięśnione, zdecydowanie mocniej niż jego, ale wciąż nie przesadzenie. Miał również bardzo mocne i silnie owłosione nogi i długie, zgrabne stopy oraz szerokie, niczym wioślarz plecy. Kiedy już byli gotowi zjechali windą na dół i poszli w kierunku centrum. Szli wzdłuż ulicy Merhautovej, skąd nie dało się stracić z pola widzenia wciąż rosnącego przed nimi Spilberku. - Ależ tu jest pięknie! – stwierdził Patryk, kiedy doszli pod Janackove divadlo i Moravske Namesti, na którym stał stalowy łuk, będący fontanną kropelkową. Podświetlone krople, spadając układały się w datę, godzinę, temperaturę, stan pogodowy oraz różne figury. Na placu stało też wiele kamiennych stolików, podobnych do tych krakowskich stołów szachowych porozstawianych po całym mieście. Płyta Placu Morawskiego była odnowiona, a pod nią znajdował się parking dla samochodów gości teatru, który architektonicznie pasował do socrealizmu, jednak utrzymanego w nowoczesnym, czystym i wzniosłym stylu. - Zobaczysz jak tutaj będzie zimą! Miasto jest cudownie przystrojone, a na Placu Penisa odbywa się jarmark świąteczny! - Placu Penisa? – blondyna zdecydowanie zaintrygowała ta nazwa. - Och, Plac Wolności, Namesti Svobody. Potocznie nazywany jest Placem Penisa, bo stoi na nim Pomnik Penisa, a tak naprawdę jest to wielki zegar o kształcie fallicznym wykonany z czarnego marmuru. - Znaczy się BBC! – odparł radośnie nowoprzybyły. - Hahaha, dokładnie! BBC, nigdy tego nie wziąłem pod uwagę. W każdym razie – miasto jest cudownie rozświetlone milionami świateł, światełek, girland, śnieżynek, świecących kul, choinką. Na Zelnym Trhu, Targu Kapuścianym stoi szopka bożonarodzeniowa, z figurami w skali jeden do jeden. Całe centrum wygląda jak scenografia do tych wszystkich świątecznych filmów na Netflixie. - Nie mogę się doczekać, jak będę tutaj zimą! Chciałbym to wszystko zobaczyć! – rzucił entuzjastycznie Patryk. - Też bym chciał, żebyś to zobaczył... – stwierdził ze zrezygnowaniem w głosie Kilian. Patryk spojrzał na niego niepewnie – spokojnie, wszystko dobrze. Chodźmy dalej – nic jednak nie było dobrze. Kilian zaczął przywiązywać się do swojego towarzysza podróży i zapomniał, że ten jest tutaj tylko na miesiąc. Weszli na ulicę Masarykową, jedną z głównych przecinających centrum. Po lewej stronie stał masywny, barokowy kościół Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny i św. Tomasza, w głębi, obok mieścił się budynek Galerii Morawskiej, a przed nim prosta fontanna, umiejscowiona w prostokątnym, granitowym korycie. Pomiędzy, tuż przy ulicy stała rzeźba rycerza na koniu, magrabiego Jobsta Luksembuskiego, który miał bardzo duży wpływ na rozwój Moraw na początku XV. wieku. Szli dalej, w kierunku centrum. Kilkanaście kroków dalej, po tej samej stronie ulicy napotkali kolejny budynek sakralny – kościół św. Jakuba. Neogotycki budynek wyglądał dość groteskowo, postawiony pomiędzy o wiele niższymi kamienicami, ponieważ był nieporównywalnie wyższy, a na domiar wszystkiego okalały go dwie wąziutkie uliczki, które optycznie jeszcze budowlę powiększały. Ostatecznie doszli na Plac Wolności. Był on naturalnie podzielony ulicą na dwie części. Na jednej stał Słup Morowy, postawiony na pamiątkę morowego powietrza w latach 1679-1680. Mężczyźni zmierzali jednak wciąż przed siebie, a Kilian przyspieszył kroku. - Proszę, oto brneński zegar astronomiczny! - O-ooj. Faktycznie jest tak jak mówiłeś... bardzo... astronomiczny. - Prawda? – zaśmiał się Kilian. - Zdecydowanie... a jak to działa? - Na samej górze masz sekundnik, ten poruszający się najszybciej. Kolejny to minutnik, a następny krąg odmierza godziny. W tych okienkach u dołu o dziesiątej piętnaście, trzydzieści i czterdzieści pięć gra melodyjka, a o jedenastej spada szklana kulka w barwach Brna, którą możesz zabrać na pamiątkę do domu. - O! Musimy tu się zjawić o jedenastej! - Powiedział każdy turysta w Brnie – dokończył zdanie Kilian – ale jak najbardziej, możemy spróbować. Ogólnie zegar stoi na pamiątkę Wojny Trzydziestoletniej, a sam ma symbolizować konflikt. Wypadająca kulka natomiast to symbol pokoju. - Bardzo ciekawa interpretacja... - Jedyna oficjalna – z powagą rzucił brunet – jednak mi tam coś brzmi naciąganie. Szczególnie, że miasto zrobiło pamiątkowe figurki tego zegara i – uwaga – oficjalna informacja, podana na Wikipedii. Mają one osiemnaście centymetrów wysokości. - To bardzo ważna informacja – tym razem z powagą odparł Patryk. Obaj się zaśmiali. - Dobrze. To gdzie dalej chcesz iść? Idąc prosto dojdziemy do dworca, ale jak odbijemy tutaj w prawo, pod górę to właśnie znajdziemy Targ Kapuściany. Idąc dalej doszlibyśmy do katedry, ale o tej godzinie będzie już pewnie zamknięta. Ogólnie, jak widzisz Czesi są jednak dość germańskiego chowu. Większość z nich ten wieczór traktuje jako preludium do poniedziałku. Ale dużo młodzieży mimo wszystko gdzieś siedzi po pubach, przynajmniej tych, które są jeszcze otwarte. Z kolei, jeżeli chodzi o