Nadmierną aktywnością wydawało mi się, że cechują się głównie tzw. twórcy cyfrowi — osoby opisujące wczorajszy obiad, dzisiejszą odżywkę i jutrzejszy seks. Sorry, seksu nie ma, bo nie ma czasu. I nie wolno. Cancelowanie w obecnych czasach jest szybkie i bezapelacyjne. Napisałem post o dziwnym zamachu w Berlinie — gdzie radykalny zamachowiec nie dość że działał sam, to nie zostawił tradycyjnego testamentu w mediach, a potem wygodnie zginął podczas obławy. Połączyłem to z równie tajemniczym flashmobem z Ceuty, kiedy przy strzeżonej jak Gaza eksklawie zjawiło się 60 000 "migrantów" w wieku poborowym bez jednej walizki — i już po godzinie konto, znajomi, materiały z podróży na kilka książek: wszystko odcięte. Nie dlatego że złamałem prawo. Bo naruszyłem normy społeczności. Czyli prawo Zuckerberga. No i chuj. Znalazłem się w towarzystwie Trumpa, Alexa Jonesa i Kanye. A gay.pl potraktowano jak IRGC albo — nie przymierzając — ISIS. Może i dobrze. Facebook stał się ostatnio głównie siedliskiem boomerskich aktywistów broniących raz apartheidu, raz polityków partii rządzącej, botów piszących przydługie posty o tym samym i nachalnej reklamy. Można się wkurwić w kilka minut. Na Instagramie też nic nie zgubiłem — słit focie przestałem robić lata temu. To jedna z wyraźniejszych oznak cyfrowego średniowiecza. Bo przez lata odrabialiśmy pańszczyznę dostarczając codziennie treści, które przyczyniły się do absurdalnego majątku faceta, który — oprócz tego że zajumał komuś pomysł — niewiele więcej wymyślił. Można tylko zapytać: jak to się dzieje, że o być albo nie być na najważniejszych platformach decydują boty na podstawie własnego widzimisię? Co na to państwo, które — jak widać — ma coraz mniej do gadania (jak tam podatek od zylionerów?)? Wyrzucenie z socjali przypomina ostracyzm — ateński sąd skorupkowy, który likwidował kogoś ze społeczeństwa. Tyle że wtedy decydowała większość obywateli. A teraz decyduje Zuckerberg. Czy przeżyjemy? Chuj wie. Ja pewnie zamiast dłubać tam w kółko będę robił coś innego. Może pisał tu — bo tu mi jeszcze nikt nie skasuje tego, co napiszę. Nawet jeśli będzie to prawda. Tak więc raczej nie szukajcie nas na socjalach. Zaglądajcie tu — gdzie nadal można napisać coś, co nie jest opisem wczorajszego obiadu, dzisiejszych wakacji ani jutrzejszej jogi.