Kolega zadzwonił do mnie w środę wieczór. Nie napisał, zadzwonił, co już samo w sobie było sygnałem, że coś się dzieje, bo w tym wieku nikt już nie dzwoni bez powodu. Mówi: jesteśmy z Marcinem razem trzy lata, rok temu otworzyliśmy związek, wszystko grało jak w zegarku szwajcarskim, aż Marcin przespał się z kobietą i teraz, kurwa, nie mogę mu tego wybaczyć. Nie rozumiem dlaczego. Inny facet mi nie przeszkadza. Ale kobieta... Siedziałem z tym chwilę w słuchawce, bo to jedno z tych pytań, na które nikt rozsądny nie ma gotowej odpowiedzi. Kto ci powie, że ma, ten albo kłamie, albo nigdy się nad tym nie zastanowił głębiej niż przez jeden wieczór. Zacznijmy od początku, bo warto wiedzieć z czym mamy do czynienia. Kolega i Marcin mają otwarty związek, ustalili zasady, mniej więcej wiedzą co wolno a co nie, jakoś to działa, jak większości par w tym układzie. Marcin jest biseksualny, to wiedzieli obaj od pierwszego dnia, to nie był żaden sekret wyjęty z szafy po trzech latach. I teraz Marcin po prostu skorzystał z tej swojej biseksualności. Legalnie, zgodnie z umową, nikogo nie okłamując. A kolega nie może spać. Dlaczego? Sam nie wie. I to jest w tej historii najciekawsze. Mam teorię. Właściwie dwie, i obie trochę mnie przerażają, bo dotykają czegoś, co sam znam z własnego życia, z własnych 40 lat w tym środowisku, z czasów kiedy słowo "biseksualny" w Polsce ludzie traktowali jak wymówkę, nie jak tożsamość. Pierwsza teoria: kobieta to inny gatunek rywala. Faceta wyobrażasz sobie jakoś, wiesz z grubsza jak to działa, masz punkt odniesienia, bo sam jesteś facetem i wiesz co partner przy nim czuje, mniej więcej. Kobieta jest terra incognita. Nie wiesz co tam było, nie możesz porównać, nie możesz sobie tego poukładać w głowie. A wyobraźnia w próżni robi straszne rzeczy, zawsze robiła, to nic nowego, już starzy Grecy to wiedzieli, tylko nie mieli Instagrama żeby to sobie dokumentować. Druga teoria, trudniejsza: może mój kolega nigdy naprawdę nie uwierzył, że Marcin jest bi. Myślał: jest gejem który tak mówi, albo jest bi, ale to taka abstrakcja, coś w papierach, to nie znaczy że naprawdę kiedyś zechce. I nagle abstrakcja stała się konkretna. Marcin chciał. I zrobił. To jest moment, w którym dowiadujesz się, że partner jest inną osobą niż myślałeś. Nie gorszą. Inną. A to boli bardziej niż jakby był po prostu niewierny, bo niewierność rozumiesz, to stary, znany ból. Tu boli coś nowego. W środowisku mówimy dużo o bi-erasure, o tym że biseksualni są niewidzialni, że im nie wierzą, że są "za mało gejowscy" dla gejów i "za mało hetero" dla hetero, że związki z nimi mają się rozpadać gdy "w końcu się zdecydują", jakby orientacja była przystankiem w drodze do czegoś "prawdziwego". Słyszałem to po raz pierwszy jeszcze w latach osiemdziesiątych i nic się nie zmieniło, zmieniło się tylko to, że teraz mówimy o tym na konferencjach a nie po kątach. Ale rzadko mówimy o tym co dzieje się od środka związku. Jak to jest być gejem z partnerem bi w otwartym układzie i nagle odkryć, że jesteś zazdrosny o coś, na co się sam zgodziłeś. To nie jest hipokryzja. To jest człowiek, który się czegoś o sobie dowiedział, i niekoniecznie mu się to podoba. Zapytałem kolegę: chcesz żeby Marcin zrezygnował z tej części siebie? Długa cisza, taka że myślałem, że się rozłączył. Powiedział: nie wiem. I to jest akurat dobra odpowiedź. Bo "nie wiem" znaczy, że jeszcze myśli, że nie zamknął sprawy, że jest ciekaw co za tym stoi. Zła odpowiedź byłaby: tak, niech zrezygnuje. Bo związek, w którym jeden partner musi amputować kawałek własnej tożsamości żeby drugi czuł się bezpiecznie, to nie jest związek. To jest układ, umowa najmu, coś z paragrafami, a nie z ludźmi. Co mu powiedziałem na koniec? Że zazdrość jest informacją. Nie wyrokiem, nie definicją tego kim jest on albo kim jest Marcin, tylko informacją. Coś w nim zareagowało na tę sytuację i warto wiedzieć co konkretnie. Że warto z Marcinem po prostu usiąść i pogadać, nie żeby wyklepać nowy regulamin związku jak jakąś ustawę sejmową, ale żeby zrozumieć co obaj naprawdę czują. Bo otwarte związki nie działają przez dobre regulaminy. Działają przez rozmowę. Ciągłą, trudną, często niewygodną, czasem o trzeciej w nocy gdy nikt nie ma siły. I że zazdrość o kobietę w związku dwóch facetów to nie jest problem z biseksualnością partnera. To jest problem z własnym obrazem związku, który właśnie się zmienił, i trzeba się z nim jakoś polubić albo się z niego wyplątać. Nie wiem jak się to skończyło. Kolega nie dzwonił od tygodnia. Może rozmawiają. Może nie, może siedzą każdy w swoim kącie z telefonem i robią to, co wszyscy robimy, kiedy boimy się rozmowy. Scrollują. Ale pytanie zostaje, i dlatego akurat teraz, w październiku, poświęcamy mu cały miesiąc. Co to znaczy być z partnerem bi, czy w otwartym związku, czy w monogamicznym, czy w jakimkolwiek innym? Czy jesteś gotowy na to wszystko, co może z tym przyjść, nie w teorii, a naprawdę? Czy zgoda jest zgodą dopóki coś się nie wydarzy realnie, a potem okazuje się, że to był tylko papier? Nie mam odpowiedzi. Mam tylko pytania, i całą serię tekstów które przez najbliższe tygodnie będziemy razem rozkładać na części. Zaczynamy od biseksualności, bo to temat, o którym najwięcej milczymy, a najmniej powinniśmy.