Jako psychoterapeuta pracujący w nurcie ericksonowskim, często słyszę w gabinecie historie o cyfrowym wyczerpaniu. Milton Erickson, genialny psychiatra i twórca tego nurtu, uważał, że każdy z nas wchodzi w ciągu dnia w naturalne stany transowe. Kiedyś był to trans zapatrzenia się w ogień, dziś – trans scrollowania. Problem w tym, że ten współczesny trans usypia nasze naturalne potrzeby budowania głębokich więzi. Internet: Nasz dawny azyl, dzisiejsza pułapka Dla wielu osób LGBT+ internet był pierwszym, a często jedynym bezpiecznym miejscem. To tam szukaliśmy informacji, gdy dorastaliśmy w małych miasteczkach. To tam, na anonimowych czatach czy forach, po raz pierwszy napisaliśmy "jestem gejem", "jestem lesbijką", "jestem osobą trans". Świat cyfrowy uratował wielu z nas przed totalną izolacją. Z punktu widzenia terapii ericksonowskiej, ucieczka w cyfrowy świat była Twoim zasobem – świetną strategią przetrwania w nieprzyjaznym środowisku. Twój umysł znalazł rozwiązanie, by zaspokoić potrzebę przynależności. Jednak strategie, które ratowały nas wczoraj, mogą stać się klatką dzisiaj. To, co miało być pomostem do prawdziwego świata, stało się dla wielu z nas miejscem docelowym. Zbudowaliśmy sobie cyfrowe bańki, w których iluzja bliskości (lajki, matche, szybkie wymiany nudesów) zastępuje autentyczne spotkanie z drugim człowiekiem – spotkanie, które wymaga odwagi, odsłonięcia się i zaryzykowania odrzucenia. Wyjście z transu. Jak odzyskać siebie i innych? Terapia ericksonowska opiera się na założeniu, że masz w sobie wszystkie zasoby potrzebne do zmiany. Nie jesteś "zepsuty" przez technologię. Po prostu musisz obudzić w sobie na nowo umiejętność bycia tu i teraz. Nie musisz od razu usuwać wszystkich aplikacji z telefonu i uciekać w Bieszczady. Chodzi o małe, strategiczne zmiany, które przerwą automatyczny schemat. Oto kilka ćwiczeń, które pomogą Ci wyjść z cyfrowej bańki i zacząć budować relacje w 3D: 1. Ćwiczenie "Aplikacja jako most, nie cel" (Zasada 48 godzin) Często utykamy w niekończących się rozmowach na aplikacjach randkowych, które służą jedynie pompowaniu ego i redukcji chwilowego lęku. Zadanie: Kiedy złapiesz z kimś fajny kontakt (match), wykorzystaj zasoby, które już masz – umiejętność pisania. Ale zmień cel. Daj sobie max 48 godzin na wymianę wiadomości. Następnie zaproponuj krótkie, niezobowiązujące spotkanie: "Fajnie nam się pisze. Masz ochotę na 30-minutową kawę w czwartek po pracy? Zobaczmy, czy na żywo też jest taka energia". Jeśli ktoś unika spotkania tygodniami – odpuść. Szukasz relacji, a nie cyfrowego pen-pala. 2. Ćwiczenie "Kotwica w Tu i Teraz" Kiedy wychodzisz do queerowego klubu, baru czy na wydarzenie kulturalne, Twój telefon często służy jako tarcza obronna przed niezręcznością. Patrzysz w ekran, żeby nie pokazać, że stoisz sam. Zadanie: Następnym razem, gdy poczujesz impuls, by wyciągnąć telefon (bo czujesz się niepewnie), zatrzymaj rękę. Zrób głęboki oddech. Zamiast uciekać w wirtualny świat, zakotwicz się w rzeczywistości. Zwróć uwagę na trzy rzeczy, które widzisz (np. ciekawy plakat, neon, czyjąś kurtkę), dwie rzeczy, które słyszysz, i jedną, którą czujesz (np. zimne szkło szklanki w dłoni). Bądź obecny. Nawet uśmiech posłany barmanowi lub osobie stojącej obok to mikrokrok do budowania relacji. Otwarta postawa zaprasza do kontaktu; spuszczona głowa nad ekranem – go blokuje. 3. Szukanie "Plemienia" przez pasję, a nie algorytm Aplikacje randkowe często sprowadzają nas do wymiaru czysto fizycznego lub romantycznego. Tymczasem najtrwalsze relacje (zarówno przyjacielskie, jak i partnerskie) budują się wokół wspólnych wartości i działań. Zadanie: Zastanów się, co lubiłeś robić, zanim technologia pochłonęła większość Twojego czasu. Jakie masz pasje? Poszukaj tęczowych (lub po prostu przyjaznych i inkluzywnych) grup w świecie realnym, które się tym zajmują. Chór LGBT+, queerowy klub książki, grupa biegowa, planszówki, siatkówka? Zapisz się na jedno spotkanie. Skupienie się na wspólnym działaniu zdejmuje presję "podrywu" i pozwala poznawać ludzi w naturalny, bezpieczny sposób. Masz w sobie ten potencjał Cyfrowa samotność jest stanem, z którego można wyjść. Pamiętaj, że każdy człowiek, którego mijasz na ulicy, ma podobną potrzebę bliskości, bycia widzianym i akceptowanym, co Ty. Skoro miałeś w sobie na tyle siły i odwagi, by odkryć swoją tożsamość i – często w trudnych warunkach – zawalczyć o siebie, masz w sobie wystarczająco dużo mocy, by zrobić ten jeden krok poza ekran. Prawdziwe życie nie ma filtrów upiększających, bywa niezręczne, a ludzie czasem nas rozczarowują. Ale tylko tam, w realnej tkance codzienności, możemy poczuć ten rodzaj bliskości, który sprawia, że naprawdę czujemy, że żyjemy. Spróbuj. Świat po drugiej stronie ekranu bardzo na Ciebie czeka. Czytaj też: Grindr EDGE: płacisz za randki czy za samotność? oraz Apki randkowe LGBT: czy zamieniają nas w towar?