Jako psychoterapeuta pracujący w nurcie ericksonowskim, rzadko patrzę na zjawisko „szafy” wyłącznie jako na problem czy objaw tchórzostwa. W tym ujęciu to raczej specyficzny rodzaj adaptacji – genialny, choć niezwykle wyczerpujący mechanizm przetrwania w środowisku, które pacjent (często słusznie) ocenia jako zagrażające. Aby lepiej zilustrować, ile wysiłku kosztuje takie życie pod przykrywką, opowiem historię opartą na kompilacji doświadczeń moich pacjentów. Nazwijmy go Markiem. Studium przypadku: „Agent, który chciał wrócić do domu” Marek to trzydziestodwuletni menedżer w dużej korporacji, zawsze nienagannie ubrany, doskonale kontrolujący emocje. Żył w czteroletnim, nieformalnym związku z partnerem, jednocześnie funkcjonując w rodzinie o silnie konserwatywnych wartościach. Zgłosił się do gabinetu z powodu silnych ataków paniki i wypalenia zawodowego. Prawdziwy kontekst ujawnił się jednak dość szybko: jego związek przechodził kryzys, ponieważ partner nie godził się na dalsze ukrywanie przed światem. Przez lata "szafa" była dla Marka niezawodnym pancerzem chroniącym go przed homofobią. Prezentował on niezwykłą nadwrażliwość na bodźce – niczym rasowy szpieg bezbłędnie skanował przestrzeń wokół siebie, błyskawicznie oceniając, czy jest wystarczająco bezpiecznie, by opowiedzieć o weekendzie bez zmiany zaimków na żeńskie. Jednak strategia, która niegdyś zapewniała mu przetrwanie, w dorosłym życiu zaczęła go dusić. Ataki paniki, pojawiające się niemal codziennie przed wyjściem do pracy czy niedzielnymi obiadami u rodziców, były sygnałem, że jego psychika nie jest już w stanie znieść napięcia wynikającego z nieustannej gry aktorskiej. Z jednej strony Marek chciał pozostać lojalnym synem i opanowanym profesjonalistą, z drugiej – pragnął lojalności wobec samego siebie i swojego partnera. W terapii ericksonowskiej opieramy się na zasobach pacjenta. Co ciekawe, umiejętności „tajniaka” okazały się w przypadku Marka niezwykle użyteczne na drodze do zmiany. Jego wybitna inteligencja emocjonalna, zdolność do błyskawicznej adaptacji i analitycznego planowania posłużyły nam do nakreślenia strategii stopniowego, bezpiecznego wychodzenia z szafy w jego własnym tempie. Zamiast tracić energię na podtrzymywanie iluzji, Marek zaczął odzyskiwać życiową witalność. Z pozycji bezradnego "szpiega na wrogim terytorium" stawał się dorosłym mężczyzną, który sam i w pełni świadomie decyduje, komu, kiedy i na jakich zasadach udostępnia informacje o swoim życiu. Słowo do Was, współcześni "tajniacy" Jeśli ten tekst czyta ktoś, kto nadal budzi się i zasypia w pełnym rynsztunku podwójnego życia – z okazji Dnia Tajniaka chcę Wam powiedzieć jedno: wykonujecie niesamowitą, heroiczną wręcz pracę poznawczą i emocjonalną. Każde, nawet to sprawiające dziś ból zachowanie, miało w przeszłości swój istotny cel. Wasza "szafa" miała Was chronić i zapewne przez długi czas świetnie spełniała tę funkcję. Jednak bycie agentem pod przykrywką na pełen etat – nieustanne kontrolowanie opowieści o wakacjach, ukrywanie czułych wiadomości, unikanie osobistych pytań – w końcu prowadzi do potężnego wyczerpania, potęgującego lęk lub depresję. Psychoterapia może być dla Was bezpiecznym pokojem przesłuchań, w którym tajniak może wreszcie zdjąć maskę, wziąć głęboki oddech i sprawdzić, kim jest, kiedy nikt go nie ocenia. Wychodzenie z szafy wcale nie musi być dramatycznym skokiem na głęboką wodę. Może być precyzyjnie zaplanowaną operacją powrotu do samego siebie.